• 8 posts
  • 0 comments
Joined 5 years ago
Cake day: March 6th, 2021

Współczesna Europa stoi w obliczu najpoważniejszego kryzysu politycznego od dekad. Dotychczasowy model liberalnej demokracji, oparty na sojuszu wolnego rynku i instytucji państwowych, wyraźnie wyczerpuje swoje możliwości regulacyjne. Najbardziej widocznym tego objawem jest dynamiczny wzrost poparcia dla partii skrajnie prawicowych i narodowo-populistycznych. Analiza danych empirycznych oraz strukturalnych mechanizmów władzy pozwala postawić tezę, że tradycyjne instrumenty parlamentarne nie są w stanie zatrzymać tego trendu, a jedyną konsekwentną i systemową alternatywą dla narastającego autorytaryzmu pozostaje anarchizm.

Przebudzenie Lewiatana: Co mówią liczby?

Skala wzrostu nastrojów nacjonalistycznych i ksenofobicznych w Europie nie jest już jedynie publicystyczną intuicją, lecz faktem potwierdzonym przez rzetelne badania politologiczne.

Według opublikowanych badań międzynarodowego projektu badawczego PopuList, opisywanych m.in. przez brytyjski dziennik „The Guardian”, prawie co czwarty Europejczyk (23,5%) oddaje swój głos na skrajną prawicę. To skokowy wzrost w porównaniu z rokiem 2022, kiedy odsetek ten wynosił 18,5%.Proces ten ilustrują konkretne wyniki wyborcze z poszczególnych krajów.

Niemcy: Alternatywa dla Niemiec (AfD) niemal podwoiła swoje poparcie, osiągając poziom około 21%.

Austria: Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ) wysunęła się na czoło z wynikiem rzędu 29%.

Portugalia: Ugrupowanie Chega odnotowało gwałtowny wzrost – od marginalnego poparcia do ponad 22% w przedterminowych wyborach.

Włochy: Formacje skrajnie prawicowe lub narodowo-konserwatywne stały się tam główną siłą rządzącą.

Jak wskazują analizy European Policy Centre (EPC), głównymi motorami napędowymi tego zjawiska są czynniki ekonomiczne i psychospołeczne: inflacja, lęk przed globalną konkurencją gospodarczą oraz głęboki kryzys zaufania do instytucji publicznych.Mainstreamowe rządy kapitalistyczne przez lata prowadziły politykę cięć budżetowych i deregulacji rynków, co doprowadziło do erozji usług publicznych oraz kryzysu na rynku mieszkaniowym. Skrajna prawica umiejętnie zagospodarowała ten społeczny gniew, oferując fałszywe poczucie bezpieczeństwa oparte na retoryce wykluczenia, antyimigranckich narracjach oraz obietnicy silnego państwa narodowego.

Ślepy zaułek parlamentaryzmu

Tradycyjna odpowiedź centrowych i liberalnych elit na to zagrożenie okazuje się nieskuteczna z dwóch powodów.

Pierwszym jest przejmowanie agendy (Kooptacja). Chcąc odebrać głosy radykałom, partie głównego nurtu przejmują ich retorykę. Doskonałym przykładem jest zaostrzenie polityki migracyjnej na poziomie unijnym pod naciskiem Europejskiej Partii Ludowej, co de facto legitymizuje postulaty skrajnej prawicy. Drugim powodem jest systemowa bezsilność. System parlamentarny ze swojej natury opiera się na walce o władzę państwową. Państwo, dysponujące monopolem na przemoc, stanowi idealne narzędzie dla autorytarystów. Każde wzmocnienie aparatu kontroli, inwigilacji czy centralizacji przez rządy liberalne staje się gotowym instrumentem w rękach skrajnej prawicy, gdy ta wygra wybory.

Próba zwalczania autorytaryzmu za pomocą struktur państwowych przypomina próbę gaszenia pożaru benzyną. Dopóki istnieje scentralizowany aparat władzy, dopóty będzie istnieć ryzyko przejęcia go przez siły reakcyjne.

Anarchizm jako jedyna konsekwentna alternatywa

W tym kontekście anarchizm – rozumiany jako dążenie do zniesienia wszelkich hierarchicznych form władzy i przymusu – przestaje być utopijną wizją, a staje się jedyną logiczną i strukturalną alternatywą. Dlaczego? Skrajna prawica dąży do przejęcia i wzmocnienia państwa, by narzucić społeczeństwu swoją dyscyplinę. Anarchizm postuluje całkowity demontaż tego aparatu. Bez centralnego rządu, armii poborowej i zmilitaryzowanej policji, żadna autorytarna mniejszość nie jest w stanie narzucić swojej woli zorganizowanemu, wolnemu społeczeństwu. Badania wykazują, że poparcie dla radykalizmu rodzi się z poczucia braku wpływu na własne życie i alienacji. Demokracja przedstawicielska sprowadza obywatela do roli wyborcy raz na kilka lat. Anarchizm proponuje demokrację bezpośrednią i federalizm. Decyzje dotyczące dzielnic, miejsc pracy czy regionów podejmowane są bezpośrednio przez zainteresowanych. Prawdziwa podmiotowość eliminuje podatność na populistyczną manipulację. Skrajna prawica często wskazuje imigrantów lub mniejszości jako winnych kryzysów ekonomicznych. Anarchizm (zwłaszcza w wydaniu anarchosyndykalistycznym lub anarchokomunistycznym) uderza w rzeczywiste źródło problemu: kapitalistyczny system dystrybucji dóbr i własność prywatną środków produkcji. Zastąpienie pogoni za zyskiem produkcją nakierowaną na zaspokajanie realnych potrzeb ludzkich (poprzez spółdzielnie i rady pracownicze) likwiduje ekonomiczne podłoże, na którym wyrasta faszyzm. Podczas gdy nacjonalizm buduje sztuczne mury i szczuje na siebie grupy społeczne, anarchizm opiera się na zasadzie uniwersalnej solidarności ludzkiej. Negując granice państwowe, odrzuca logikę wojen i imperializmu, oferując organiczną wspólnotę opartą na wolnym zrzeszaniu się, a nie przymusowym paszporcie.

Podsumowanie

Wzrost skrajnej prawicy w Europie to symptom głębszej choroby systemu, a nie chwilowe odchylenie od normy. Jak długo utrzymujemy wiarę, że hierarchiczne państwo i hierarchiczny wolny rynek przyniosą wolność, tak długo będziemy bezbronni wobec autorytarnych populistów, którzy te struktury potrafią wykorzystać najlepiej.Jedyną realną drogą ucieczki z tej pułapki jest odebranie władzy z rąk polityków i korporacji i przekazanie jej bezpośrednio w ręce ludzi. Anarchizm nie jest chaosem; jest porządkiem budowanym oddolnie, bez batog nad głowami ludzi – i jako taki stanowi jedyną kompletną antytezę dla nadchodzącego autorytaryzmu.

Edward Abramowski to postać, którą jako anarchiści musimy odzyskać dla wolnościowej pamięci. Choć podręczniki historii najchętniej zamykają go w szufladkach „profesora Uniwersytetu Warszawskiego”, „pioniera psychologii” czy „ojca polskiej spółdzielczości”, dla nas Abramowski pozostaje jednym z najbardziej bezkompromisowych, oryginalnych antyautorytarystów przełomu XIX i XX wieku.

Jego wersja bezpaństwowego socjalizmu, oparta na etyce i totalnym odrzuceniu przymusu instytucjonalnego, stanowi potężny oręż w walce z państwowym Lewiatanem. Co kryje życiorys tego genialnego buntownika? Oto portret myśliciela przez pryzmat faktów i fascynujących anomalii z jego życia.

Abramowski nie wziął się znikąd, ale jego droga do radykalnego libertarianizmu była kręta. Urodził się w zamożnej rodzinie ziemiańskiej na dzisiejszej Ukrainie.

Po przeprowadzce do Warszawy jego prywatną nauczycielką była sama Maria Konopnicka. Zamiast jednak nasiąknąć wyłącznie tradycyjnym, patriotycznym duchem, młody Edward zaczął potajemnie chłonąć dzieła Karola Marksa, Karola Darwina i Herberta Spencera.

Jako zaledwie 15-latek opublikował swoje pierwsze teksty społeczno-gospodarcze w piśmie „Zorza”, wykazując się niezwykłym jak na ten wiek zmysłem obserwacji ludzkiej biedy.

W 1889 roku Abramowski współtworzył Polską Socjalno-Rewolucyjną Partię „Proletariat” (tzw. II Proletariat). Szybko jednak jego drogi z klasycznymi marksistami się rozeszły. Podczas gdy inni marzyli o przejęciu władzy i dyktaturze proletariatu, Edward przejrzał tę iluzję. Zrozumiał to, co my – anarchiści – wiemy od zawsze: państwo socjalistyczne byłoby jedynie nowym aparatem ucisku i biurokracji. Odrzucił marksistowski determinizm materialistyczny. Uznał, że rewolucja polityczna bez uprzedniej rewolucji moralnej w sercach ludzi doprowadzi jedynie do zmiany jednych panów na drugich.

W 1905 roku Abramowski wydał swój absolutny manifest: „Zmowa powszechna przeciwko rządowi”. To nic innego jak genialnie rozpisana strategia anarchistycznego bojkotu i tworzenia alternatywnego społeczeństwa.

Abramowski nawoływał do całkowitego zerwania więzi z państwem zaborczym (i każdym innym). Postulował: nie płaćcie podatków, nie idźcie do wojska, nie pozwalajcie państwu sądzić waszych sporów ani uczyć waszych dzieci.

Zamiast tego proponował sieć wolnych, dobrowolnych stowarzyszeń (kooperatyw), które przejmą funkcje życiowe: kasy samopomocowe, niezależne sądownictwo polubowne i podziemną edukację. To czysty, żywy anarchosyndykalizm i koncepcja dualizmu władzy przeniesiona na polski grunt!

Abramowski nie był gabinetowym teoretykiem, ale tytanem nauki. To on założył w Warszawie pierwszą pracownię psychologiczną (1910). Co ciekawe, jego rewolucyjne podejście do psychologii eksperymentalnej i badania podświadomości miało głęboki związek z jego anarchizmem.

Abramowski wierzył, że ludzka podświadomość ukrywa pierwotne, wolne od narzuconej tresury społecznej pokłady braterstwa i intuicji etycznej.

Edward nie bał się tematów tabu. Fascynowały go zjawiska paranormalne, badał mediumizm, hipnozę, kryptomnezję oraz jasnowidzenie, próbując poddać je rygorystycznym metodom laboratoryjnym. Dla niego ludzki umysł był nieskończoną przestrzenią wolności, której żadne państwo nie ma prawa kontrolować.

Ludzie, którzy go znali, opisywali go jako człowieka o niemal mistycznym uroku osobistym. „Ujarzmiał ludzi bez wysiłku, przychodzili i sami zwierzali mu tajemnice” – pisano o nim.

To właśnie Edward Abramowski stał się bezpośrednią inspiracją dla Stefana Żeromskiego przy tworzeniu postaci Szymona Gajowca w „Przedwiośniu” . Pisarz był zafascynowany ideami spółdzielczymi Abramowskiego.

Choć całe życie stał po stronie wykluczonych i robotników, pod koniec życia (w 1915 roku) objął Katedrę Psychologii na Uniwersytecie Warszawskim. Abramowski działał również w strukturach wolnomularskich czyli masonerii, co w tamtych czasach dla wielu radykalnych wolnościowców było platformą wymiany głębokich myśli humanistycznych i antyklerykalnych poza cenzurą państwową.

Z perspektywy wolnościowej mariaż anarchizmu z wolnomularstwem wydaje się paradoksem tylko na pierwszy rzut oka. Choć loże słyną z wewnętrznej hierarchii i rytuałów, to dla XIX- i XX-wiecznych anarchistów były one przestrzenią radykalnej wolności myśli, kuźnią antyklerykalizmu oraz bezpieczną przystanią przed tajną policją.

Edward Abramowski nie szukał w loży wpływów ani politycznych układów. Dla niego wolnomularstwo było przedłużeniem jego filozofii „powszechnego braterstwa ludzkiego” i etycznej przebudowy człowieka.

W latach 1908–1910 Abramowski przebywał w Brukseli i Paryżu. To właśnie we Francji został przyjęty do loży masońskiej.

Abramowski związał się z Międzynarodowym Mieszanym Zakonem Wolnomularskim „Le Droit Humain” (Prawo Ludzkie). Był to wybór niezwykle ideowy. W przeciwieństwie do tradycyjnej, konserwatywnej masonerii angielskiej, nurt ten był skrajnie liberalny, mocno lewicowy i jako pierwszy w historii przyjmował w swoje szeregi kobiety na całkowicie równych prawach. Dla anarchofeministycznych i egalitarnych poglądów Abramowskiego był to naturalny wybór.

Do masonerii należeli również inni wybitni anarchiści - Michaił Bakunin, Pierre-Joseph Proudhon, Piotr Kropotkin, Élisée Reclus, Francisco Ferrer.

Edward Abramowski zmarł przedwcześnie w czerwcu 1918 roku, nie dożywszy odzyskania przez Polskę niepodległości. I choć pod koniec życia, w obliczu pożogi I wojny światowej, w jego pismach pojawiły się tony mocniej akcentujące wspólnotę narodową (co niektórzy złośliwie nazywają „państwowym zwrotem”), jego fundamentalny wkład w myśl anarchistyczną pozostaje niezaprzeczalny.

Abramowski udowodnił, że anarchizm to nie chaos, ale najwyższa forma moralnej organizacji społeczeństwa – bez policji, bez biurokratów, bez panów -oparta na solidarności wolnych ludzi.

Rozdział 1: Od nonkonformisty do antimilitarysty

Mój ojciec był jednym z pierwszych socjaldemokratów na Śląsku (p. 6). Pewnego dnia – miałem wtedy około ośmiu lat – chłopiec, z którym się bawiłem, nazwał mnie z drwiną i pogardą „socjaldemokratą” (p. 6). Gdy zapytałem matkę, dlaczego to słowo miało być obelgą, położyła tajemniczo palec na ustach i powiedziała mi, że socjaldemokraci byli kiedyś wyjęci spod prawa (p. 6). W 1890 roku, zaledwie dwa lata przed moim narodzeniem, uchylono tak zwane „ustawy antysocjalistyczne” (Sozialistengesetz) (p. 6). Matka opowiadała mi o nękaniu, jakiego doświadczała nasza rodzina, gdy to prawo jeszcze obowiązywało (p. 6). Policja często przychodziła do naszego domu w poszukiwaniu zakazanych pism (p. 6). Jednak nielegalne ulotki, broszury i listy były dobrze ukryte na strychu, a socjalistyczna gazeta była tak zręcznie umieszczona w klatce dla ptaków, że stróże prawa nigdy niczego nie znaleźli (p. 6). Po klęsce rewolucji rosyjskiej w 1905 roku do naszego nadgranicznego miasta, Raciborza, przybyli rewolucjoniści z „Królestwa Polskiego” – będącego wówczas częścią Imperium Rosyjskiego (p. 6). Wielu z nich odwiedzało nasz dom, a ich opowieści i dyskusje o rewolucji i socjalizmie były dla trzynastoletniego chłopca ważnym wydarzeniem i objawieniem (p. 6). Przed moimi oczami duchowymi urósł nowy świat i od tamtej pory moim marzeniem było zostać rewolucjonistą (p. 6). Nie musiałem długo marzyć: kilka miesięcy później mój starszy brat i ja uczestniczyliśmy w obchodach urodzin cesarza i obaj demonstracyjnie pozostaliśmy na swoich miejscach, podczas gdy śpiewano hymn imperialny „Heil Dir im Siegerkranz” (Chwała Ci w wieńcu zwycięzcy) (pp. 6-7). Zostaliśmy szorstko wyrzuceni z sali (p. 7). Dumni z naszej odwagi, wracając do domu, śpiewaliśmy refren studenckiej pieśni z 1848 roku, którą często słyszeliśmy z ust naszego ojca (p. 7): Jeśli ludzie zapytają cię, co porabia Absalom (Wilhelm), Powiedz im, że już dynda, Lecz nie na sznurze i nie na drzewie, Ale na tym marzeniu o republikańskich Niemczech (p. 7). Nasz uparty opór wywołał wielkie poruszenie i oczywiście miał nieprzyjemny epilog w szkole (p. 7). W kolejnych latach z innych miast przyjeżdżali mówcy socjaldemokratyczni na spotkania i wykłady, których nigdy nie opuszczałem (p. 7). Wydarzenia te były tematem dyskusji przez długie tygodnie (p. 7). Bardzo wyraźnie pamiętam wykład Adolfa Hoffmana, członka parlamentu (p. 7). Jego zjadliwe przerywanie podczas sesji parlamentarnych oraz jego broszura o Dziesięciu Przykazaniach (Dziesięć Przykazań a klasa posiadająca) uczyniły go jednym z najpopularniejszych polityków (p. 7). Nigdy nie przepuścił okazji do dowcipnych i sarkastycznych uwag – „Pan Oldenburg Januschau łże jak najęty” – co przyniosło mu wiele upomnień regulaminowych (p. 7). Klerykalna gazeta Lokalanzeiger opublikowała karykaturę pokazującą go z płonącą pochodnią w jednej ręce i „Biblią Dziesięciu Przykazań” w drugiej, ku przestrodze wszystkich dobrze myślących obywateli (p. 7). Był to jednak najskuteczniejszy efekt propagandowy, jakiego mój ojciec, jeden z organizatorów, mógł sobie życzyć (p. 7). Sala była wypełniona po brzegi, a mówca wyjaśnił słuchaczom drogi i cele socjaldemokracji w prosty, łatwo zrozumiały sposób (p. 7). Jako czternastoletni chłopiec przeczytałem już książkę Augusta Bebela Z mojego życia (p. 7). Bebel cieszył się w naszej rodzinie wielkim szacunkiem (p. 7). Przed wejściem do polityki był mistrzem tokarskim, tak jak mój ojciec (p. 7). Zacząłem czytać bez wybredzania wszelką literaturę socjalistyczną, jaka wpadła mi w ręce (p. 7). Powoli, ale nieubłaganie zacząłem wątpić w nieomylność doktryny chrześcijańskiej i stałem się agnostykiem (p. 7). Proces ten zapoczątkował mój brat Franz, który pewnego niedzielnego poranka namówił mnie do odwiedzenia pomnika Eichendorffa zamiast pójścia do kościoła, jak to mieliśmy w zwyczaju (p. 7). Romantyczna pieśń, którą śpiewaliśmy podczas tej wędrówki, „O doliny szerokie, o góry wyniosłe, o zielone lasy”, była dla nas modlitwą do natury i znaczyła dla naszych dusz więcej niż śpiewanie mistycznych psalmów w kościele (pp. 7-8). Mój ojciec ateista oczywiście pochwalił naszą eskapadę, ale moja katolicka matka udzieliła nam nagany (p. 8). Postanowiliśmy odtąd nic nie mówić w domu (p. 8). Nie mogłem już znieść życia w małym miasteczku (p. 8). Głód wiedzy i żądza przygód sprawiły, że wyjechałem (p. 8). Nocna podróż w przedziale kolejowym czwartej klasy dowiozła mnie do Berlina kosztem 9,50 marki (p. 8). Tutaj znajdował się punkt startowy mojego życia jako działacza: uczestnictwo w spotkaniach, rozdawanie ulotek, dyskusje i nauka (p. 8). Jako syn starego członka partii i socjalista w drugim pokoleniu, ponownie spotkałem Adolfa Hoffmana i zostałem przedstawiony Eduardowi Bernsteinowi, Karlowi Liebknechtowi, Juliusowi Borchardtowi, Clarze Zetkin i innym luminarzom socjaldemokracji (p. 8). Podczas rozmowy, którą odbyłem z Fidusem na święcie przesilenia letniego w Friedrichshagen, wspomniano o eseju Gustava Landauera „Nowa droga ku wspólnocie”; podczas jego lektury na moim duchowym horyzoncie pojawiła się nowa jasna gwiazda (p. 8). Teraz zacząłem czytać dzieła Maxa Stirnera, Eugena Dühringa, Piotra Kropotkina i w ten sposób zapoznałem się z innym wariantem socjalizmu (p. 8). To, co wydało mi się najbardziej pociągające, to przeniesienie odpowiedzialności za realizację socjalizmu z centrum na peryferie, to znaczy z organu ustawodawczego na samych ludzi pracy (p. 8). Stało się dla mnie jasne, że wolność wszystkich można osiągnąć tylko wtedy, gdy opiera się ona na samoświadomości jednostki (p. 8). Jeśli wybrany przedstawiciel przyjmuje odpowiedzialność na kilka lat, jak ma to miejsce w demokracji przedstawicielskiej, samostanowienie ludu staje się fikcją (p. 8). Socjalizm, jak go teraz rozumiałem i jakiego realizacji pragnąłem, powinien stać się – poza rozwiązaniem czystego problemu walki o chleb – praktyczną filozofią społeczną dotyczącą wszystkich aspektów życia wspólnotowego (p. 8). Zacząłem wątpić w całkowitą słuszność aspektu materialistycznego czy ekonomicznego oraz w obiektywny, deterministyczny bieg historii (p. 8). Ponieważ straciłem już wiarę w chrześcijański dogmat, wystąpiłem z kościoła, gdy tylko osiągnąłem pełnoletniość (p. 8). Po tym przyjąłem „monizm”, filozofię szeroko akceptowaną w kręgach postępowych (p. 8). Później, pod wpływem francuskiego filozofa J. H. Boexa-Borela, którego książka o pluralizmie (Le Pluralisme, Essai sur la Discontinuité et l’Héterogenéité des Phenomènes, 1909) wywarła na mnie głębokie wrażenie, odrzuciłem również monizm, ponieważ nie wydawał mi się dawać jasnej odpowiedzi na moje poszukiwanie prawdy (pp. 8-9). Całkowicie porzuciłem zasadę „Jedności” zarówno filozoficznie, jak i politycznie – jeden bóg, jeden kosmiczny motyw przewodni, jeden (wybrany) naród, jeden wódz – na długo przed tym, zanim faszyzm rozwinął z niej swoją totalitarną doktrynę społeczną (p. 9). Nie potrafiłem rozwiązać zagadki wszechświata, ale nie potrafili tego również filozofowie teologiczni i ateistyczni (p. 9). Na spotkaniu wyborczym w Neukölln, gdzie Clara Zetkin zabiegała o głosy na Socjaldemokratyczną Partię, Gustav Landauer wyjaśniał swoje idee dotyczące socjalizmu i postanowiłem pójść za tym drugim (p. 9). Osobowość Gustava Landauera odpowiadała wyobrażeniu, jakie stworzyłem sobie o nim podczas czytania jego książek (p. 9). Jego wysoka sylwetka, wysokie czoło, wizjonerskie oczy i wysoce intelektualne rysy twarzy oprawionej w brodę przypominającą Chrystusa, nadawały mu wyraz wyraźnej charyzmy (p. 9). Dwa lata przed tym spotkaniem, w 1908 roku, on i jego polityczni przyjaciele założyli Federację Socjalistyczną (p. 9). Opierając się na filozofiach Proudhona, Bakunina i Kropotkina, Landauer sformułował jej program (p. 9). Dla niego socjalizm był nowym systemem kulturowym wspieranym przez federacje niezależnych organizacji gospodarczych i komunalnych, wymieniających swoje produkty „sprawiedliwie” między sobą i ostatecznie zastępujących kapitalizm oraz państwo (p. 9). Celem była republika socjalistyczna, która według Landauera była „Anarchią” w pierwotnym sensie tego słowa i „Ładem Federacji przez Wolontariat” (p. 9). To był ten rodzaj socjalizmu, który uważałem za intuicyjnie pociągający (p. 9). Nie było tam formalnej polityki przyjmowania członków, kart członkowskich ani składek (p. 9). Wieczorami pomagałem w centrali przy Wrangelstrasse 34 w Berlinie O przy wysyłce Socjalisty, dwutygodnika redagowanego przez Gustava Landauera (p. 9). Zecer, Max Müller, zajmował się składaniem tekstu w zamian za pokój i utrzymanie, a właściciel małej drukarni, Wilhelm Habicht, wykonywał drukowanie po obniżonej stawce (p. 9). Sam Landauer nie prosił o żadną gratyfikację finansową za swoje teksty (p. 9). Na naszych regularnych wieczornych spotkaniach krzywo patrzono na alkohol i palenie (p. 9). Był wśród nas także młody Serb, który, jak nam opowiadał, głosił ewangelię abstynencji w ogródku piwnym swojego ojca, po czym został wysłany w świat, by rozejrzeć się za „doświadczeniem” (p. 9). Istniało piętnaście lokalnych oddziałów; jeden z nich, nazwany „Akcja”, został założony w Monachium przez Ericha Mühsama (pp. 9-10). Nie byliśmy rewolucjonistami-amatorami, którzy starali się stworzyć nowy porządek społeczny siłą; nie byliśmy też samotnymi marzycielami (p. 10). Opieraliśmy nasze stanowisko na rzeczywistości (p. 10). Naszym zdaniem Socjaldemokratyczna Partia nie spełniła oczekiwań w obliczu najbardziej palących problemów tamtego czasu z powodu swojego dogmatyzmu i oportunizmu (p. 10). Dogmatyczne było jej lekceważenie ruchu spółdzielczego, który główni ideolodzy partii, Karol Marks i Fryderyk Engels, pogardliwie nazywali „burżuazyjnym znachorstwem” (p. 10). Jednak w 1910 roku, gdy Międzynarodowy Kongres Socjalistyczny w Kopenhadze, wykluwając się ze swojej marksistowskiej skorupy, opowiedział się za tworzeniem spółdzielni, niemiecka partia poszła w jego ślady (p. 10). Za oportunistyczne uważaliśmy zaniechanie propagandy antymilitarnej, która miałaby ogromne znaczenie w zmilitaryzowanych Prusach (p. 10). Ponadto zainteresowaliśmy się ruchem reformy rolnej (p. 10). Choć w zakładaniu spółdzielni rolniczych nie widzieliśmy rozwiązania wszystkich bolączek społecznych, uważaliśmy je za fundamentalne modele porządku socjalistycznego (p. 10). Uczestniczyliśmy we wszystkich masowych ruchach na rzecz sprawiedliwości społecznej, postępu kulturowego, a przede wszystkim na rzecz zachowania pokoju (p. 10). Gdy ekspansja światowego handlu doprowadziła do tarć między konkurującymi mocarstwami, symptomy nieuchronnego globalnego konfliktu stawały się coraz bardziej widoczne (p. 10). Pojawienie się niemieckiego okrętu wojennego we francusko-marokańskim mieście portowym Agadir, wojna w Trypolisie między Włochami a Turcją, wojny bałkańskie, w których Austro-Węgry i Serbia – ta ostatnia popierana przez Rosję – stanęły naprzeciw siebie, były pewnymi oznakami zbliżającej się katastrofy (p. 10). Ludzie, poprzez akcję bezpośrednią, mogli zabezpieczyć zachowanie pokoju (p. 10). Krajem, w którym należało podjąć inicjatywę akcji bezpośredniej, krajem o największym potencjale wojennym, były Niemcy (p. 10). Od partii nacjonalistycznych nie oczekiwano oczywiście żadnego zdecydowanego zaangażowania na rzecz pokoju (p. 10). Zainicjowanie działań należałoby do Socjaldemokratycznej Partii, reprezentowanej w Reichstagu przez znaczną liczbę posłów oraz ściśle powiązanej i popieranej przez wszechpotężne związki zawodowe (p. 10). Jaka jednak była postawa partii w obliczu tych brzemiennych w skutki problemów? (p. 10) Na Kongresie Socjalistów w Stuttgarcie w 1907 roku francuski antymilitarysta Gustave Hervé zainicjował dyskusję na temat działań antywojennych mających zapobiec wojnie, przede wszystkim o najskuteczniejszym działaniu – strajku generalnym (p. 11). Niemieccy socjaldemokraci byli w opozycji (p. 11). Dla nich „strajk generalny” był niczym innym jak „generalnym nonsensem” (p. 11). W niektórych kręgach marksistowskich głoszono dogmatyczne podejście, że wojna była koniecznym następstwem kapitalizmu i można jej zapobiec jedynie przez ustanowienie porządku socjalistycznego (p. 11). Socjaldemokratyczna Partia będzie bronić „Ojczyzny” przed każdym atakiem sił zewnętrznych, zwłaszcza ze strony zacofanej i słabo rozwiniętej gospodarczo Rosji (p. 11). To rozumowanie legło u podstaw „socjapatriotyzmu” (p. 11). Szowinistyczne partie podsuwały hasło „Duch narodu niemieckiego będzie zbawieniem świata” (p. 11). Niestety! Dla „socjapatriotów” niemiecki mundur wojskowy był ważniejszy niż międzynarodowe czerwone insygnia… Projekt rezolucji wzywający robotników do akcji bezpośredniej przeciwko wojnie i żądający od socjalistów głosowania przeciwko wypowiedzeniu wojny oraz kredytom wojennym spotkał się z wetem socjaldemokratów (p. 11). Hervé, rozczarowany, zrezygnował, a później sam stał się szowinistą (p. 11). Jedynymi socjaldemokratami opowiadającymi się za działaniem byli Karl Liebknecht i Róża Luksemburg (p. 11). Występ ten powtórzył się na Międzynarodowym Kongresie Socjalistów w Kopenhadze w 1910 roku (p. 11). Tym razem to Anglik Keir Hardie w imieniu swojej partii zaapelował do socjalistów wszystkich krajów o wspólną walkę z wojną i militaryzmem (p. 11). Zaproponował on nie tylko rozbrojenie, ale walkę o całkowitą eliminację mentalności militarnej (p. 11). Rezolucja, sformułowana i przedłożona przez niego oraz Francuza Vaillanta, postulowała międzynarodową kampanię antywojenną oraz strajk generalny robotników przemysłu wojennego i transportu międzynarodowego (p. 11). Ponownie niemieccy socjaldemokraci odrzucili projekt rezolucji, w przeciwieństwie do szwedzkich socjaldemokratów, którzy wykazali pozytywne nastawienie (p. 11). Aby zapobiec rozłamowi w międzynarodówce, projekt poddano pod głosowanie (p. 11). W ten sposób niemieccy socjaldemokraci byli głównymi przeciwnikami konsekwentnej strategii antymilitarnej (p. 11). Bebel z zadumą krytykował w niemieckim Reichstagu błyszczące guziki na tunikach niemieckiej armii, które mogły służyć jako wygodny cel dla wroga (p. 11). Oświadczył również, że on sam – jako stary człowiek, jakim wtedy był – byłby całkowicie gotów chwycić za broń w wojnie przeciwko carskiej Rosji (p. 11). My, młodzi socjaliści, trzymaliśmy jednak stronę naszych francuskich i angielskich przyjaciół (p. 12). Chcieliśmy walczyć z wojną i militaryzmem z całą naszą młodzieńczą energią (p. 12). Federacja Socjalistyczna utworzyła komitet ad hoc w celu przygotowania spotkania robotników, by omówić sposoby i środki realizacji działań na rzecz pokoju (p. 12). Wierzyliśmy również, podobnie jak socjaliści francuscy i angielscy, że strajk generalny jest lepszy niż wojna generalna (p. 12). Byliśmy pewni, że antymilitarna i syndykalistycznie zorientowana francuska klasa robotnicza wykaże solidarność z wszelkimi antywojennymi działaniami zainicjowanymi w Niemczech (p. 12). Pokój na świecie zależał teraz od solidarności niemieckiej i francuskiej klasy robotniczej (p. 12). Gustav Landauer napisał broszurę zatytułowaną Zniesienie wojny przez samostanowienie ludu: Pytania do niemieckich robotników. Wydrukowaliśmy 100 000 egzemplarzy. Jednak przed rozpoczęciem ich dystrybucji informator Prawitz Reimann powiadomił policję, która 4 grudnia 1911 roku skonfiskowała wydrukowane egzemplarze, ponieważ zawierały wezwanie do strajku generalnego. Konfiskata była nielegalna; w przepisach nie było prawa, które zabraniałoby opuszczenia miejsca pracy lub podjęcia strajku. Niemniej jednak wyrok sądu w Berlinie podtrzymał działania policji 25 marta 1912 roku. Broszura pozostała na liście literatury zakazanej, a wszystkie egzemplarze oraz skład drukarski zostały zniszczone. Żadnej osobie nie można było postawić zarzutów ze względu na fakt, że obciążający artykuł był podpisany jako „Anonim”. Dopiero wiele lat później, w 1919 roku, broszura została opublikowana pod nazwiskiem Landauera w tomie jego zebranych esejów zatytułowanym Świadectwo. W tym miejscu chcę zrobić dygresję od przedstawiania kolejnych wydarzeń, aby opowiedzieć o osobistym przeżyciu. 18 marca 1912 roku wraz z kilkoma towarzyszami złożyliśmy wieniec na grobie ofiar masakry z 1848 roku w Friedrichshain (p. 12). Opuszczając cmentarz, zostałem aresztowany przez policję i przesłuchiwany przez wiele godzin w kwaterze głównej (p. 12). Dochodzenie policyjne wykazało, że urodziłem się w Niemczech, byłem zameldowany na policji i nie miałem przeszłości kryminalnej. Następnie zostałem zwolniony z aresztu policyjnego (p. 12). Zostałem aresztowany tylko dlatego, że byłem nowym przybyszem w ruchu i jako taki nie byłem znany policji (p. 12). Choć członkostwo w wolnościowej organizacji socjalistycznej nie było nielegalne, każdy, kto korzystał z tego konstytucyjnego prawa, był obserwowany, kontrolowany i nękany przez policję tego prusko-niemieckiego autorytarnego państwa. W 1912 roku uniknięto przekształcenia konfliktu bałkańskiego w ogólnoeuropejską wojnę. Jednak po zabójstwie austriackiego arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego żony przez serbskiego nacjonalistę Principa w Sarajewie 28 czerwca 1914 roku, niebezpieczeństwo konfliktu zbrojnego między europejskimi mocarstwami stało się palące. Teraz brzemienny w skutki test miał ustalić, czy pragnienie pokoju u ludzi przeważy nad szowinistycznym nacjonalizmem, czy idee humanistycznego socjalizmu będą silniejsze niż międzynarodowy interes kapitału. 29 lipca 1914 roku przedstawiciele Międzynarodówki Socjalistycznej spotkali się w Brukseli, aby zająć stanowisko w obliczu zagrożenia nadchodzącą wojną. W toku dyskusji stało się ewidentne, że u niemieckich i austriackich socjaldemokratów uczucie narodowe było znacznie silniejsze niż ich przywiązanie do socjalistycznego internacjonalizmu. Karl Legien, delegat niemieckich związków zawodowych, dał swojemu francuskiemu odpowiednikowi Léonowi Jouhaux jednoznacznie do zrozumienia, że w przypadku wojny niemieccy robotnicy pomaszerują, a nie podejmą strajk, podczas gdy zaledwie kilka dni wcześniej organ prasowy francuskich związków, La Bataille Syndicaliste, opowiedział się za strajkiem generalnym jako środkiem zapobiegania wojnie. W ten sposób Socjaldemokratyczna Partia, najsilniejsza sekcja Międzynarodówki Socjalistycznej, stała się odpowiedzialna za podżeganie do wojny poprzez głosowanie w Reichstagu (reprezentowanym przez 110 deputowanych) za przyznaniem kredytów wojennych. Cztery miesiące później, 2 grudnia, frakcja socjaldemokratyczna w Reichstagu zagłosowała ponownie za dodatkowymi kredytami wojennymi. Tylko Karl Liebknecht i Otto Rühle zgłosili sprzeciw. Później dołączyli do nich inni. Gdy wybuchła wojna, byłem w Wiedniu i odwiedziłem grupę komunistycznych anarchistów założoną przez Rudolfa Grossmana (Pierre’a Ramusa). Choć policja doskonale wiedziała, że był to ruch pokojowych kropotkinowców i tołstojowców, byliśmy poddawani częstemu nękaniu. Wkrótce po wybuchu działań wojennych zostałem aresztowany i deportowany do kraju mojego urodzenia. Moja prawa ręka została skuta kajdankami z lewą ręką towarzysza niedoli. Nawet w nocy nie zdejmowano kajdanek . Po dwóch dniach zostałem przekazany komendantowi garnizonu małego śląskiego miasteczka jako osoba podejrzana . Na nakazie zatrzymania widniała uwaga zapisana wielkimi literami, podkreślona czerwonym atramentem: „UWAGA! ANARCHISTA” . Etykieta ta powinna była zostać naklejona na moje czoło, bo w walizce nie miałem dynamitu. Następnie zostałem przyjęty do szpitala z powodu ostrego, ale niegroźnego stanu serca. Zwolniony na rekonwalescencję, nie wróciłem, aby uniknąć powołania do wojska. Wojna za Cesarza i Ojczyznę nie była moją wojną. Jeszcze kilka słów o Gustavie Landauerze, którego idee są wciąż błędnie rozumiane, ponieważ nie uważał parlamentu za instrument urzeczywistniania socjalizmu. Brakowało mu dwóch cech niezbędnych dla polityka: próżności i pragnienia wygodnego życia. Żył i umarł jako ubogi człowiek. Kiedy Kramer-Badoni nazwał go „prorokiem osobliwego, sentymentalnego anarchizmu”, najwyraźniej nie wiedział, że Landauer był jednym z pierwszych, którzy postulowali ustanowienie ligi narodów dla zabezpieczenia trwałego pokoju. Na Boże Narodzenie 1916 roku wysłał list do ówczesnego prezydenta amerykańskiego, Woodrowa Wilsona, w którym pisał między innymi: W obecnym czasie koniecznością powinno być, aby kraje uczestniczące w tej wojnie, to znaczy wszystkie państwa walczące, a także neutralne, nalegały, w porozumieniu ze swoimi szanownymi wybranymi przedstawicielami, na zapis w traktacie pokojowym, który wzywa – w określonym terminie – do zwołania międzynarodowego kongresu państw. Decyzje tej organizacji powinny być wiążące i powinna ona – niezależnie od tymczasowego traktatu pokojowego – poddać pod swoją jurysdykcję dwie sfery, które niestety dotychczas uważano za wewnętrzne sprawy polityczne każdego państwa, i uczynić je wspólnymi sprawami wszystkich państw: (1) zbrojenia, (2) nadzór nad prawami konstytucyjnymi każdego państwa w celu zagwarantowania przejęcia odpowiedzialności przez cały naród za politykę rządu danego państwa za pomocą bezpiecznych instytucji prawnych. Landauer prosił w tym liście o międzynarodową konferencję rozbrojeniową. Ponowne zbrojenie, jak mówił, nie mogło być jedynie wewnętrzną sprawą polityczną państw, ale powinno być regulowane przez zgodne z prawem instrumenty międzynarodowego kongresu, którego decyzje byłyby wiążące i wykonalne. Nie wiadomo jednak, czy list Landauera kiedykolwiek dotarł do Wilsona . Mimo to kilka tygodni później Wilson ogłosił swój słynny manifest, w którym wyłożył podobne idee. A dwa lata później w Genewie utworzono Ligę Narodów.

Rozdział 2: 1914–1919: Dezerter w Skandynawii

W starych, dobrych czasach – dobrych tylko dla starszych ludzi opłakujących minione dni swojej młodości – biedni byli biedniejsi, a warunki życia mas były gorsze niż dzisiaj . Jednak przed I wojną światową cieszyliśmy się wolnościami, które teraz utracono . Przed 1914 rokiem każdy mógł podróżować po całej Europie bez żadnego dokumentu tożsamości, pod warunkiem, że posiadał bilet kolejowy lub okrętowy na podróż z kontynentu na kontynent. Paszporty były wymagane jedynie przy podróżach do kolonii lub carskiej Rosji . Po zabójstwie amerykańskiego prezydenta Williama McKinleya przez polskiego anarchistę Leona Czolgosza w 1901 roku podejrzani podróżni przybywający do USA byli dokładnie sprawdzani. Sprawdzani? Gdy niemiecki imigrant został zapytany, czy jest anarchistą i odpowiedział z udawaną naiwnością: „Jestem stolarzem meblowym”, otrzymywał pozwolenie na lądowanie bez większych korowodów . Dzięki tej swobodzie przemieszczania się, która trwała przez pierwszy miesiąc wojny, mogłem bez trudu przedostać się do Szwecji. W Sztokholmie przedstawiono mnie Emilowi Manusowi Swenssonowi, który jako przeciwnik wojny w Szwecji doświadczył tych samych kłopotów, co ja w Prusach . Zignorował wezwanie komisji poborowej . Gdy policja przyszła go zabrać, zawinął się w dywan tak krótki, że wystawały mu nogi . W tym stroju został doprowadzony do koszar, ale zwolniony po krótkim czasie . Pozostaliśmy przyjaciółmi na całe życie .

Od 1911 roku byłem członkiem Socjalistycznej Ligi Landauera w Berlinie, znałem wszystkich anarchistów (oprócz Benjamina Tuckera) w Europie i Ameryce, od 1917 roku publikowałem prace na temat anarchizmu w języku szwedzkim, hiszpańskim i niemieckim, w 1920 roku polemizowałem z Leninem i Zinowjewem w Moskwie i Piotrogrodzie, przez dziesięć lat byłem redaktorem „Syndykalisty” w Berlinie, a także sekretarzem Międzynarodowego Stowarzyszenia Pracowników IWA-AIT (anarcho-syndykalistycznej Międzynarodówki), podczas wojny domowej w Hiszpanii kierowałem działem informacji zagranicznej w Barcelonie i w końcu przez prawie 20 lat pracowałem w Ameryce Łacińskiej, a także w Afryce – częściowo z ramienia Międzynarodowego Biura Pracy w Genewie – jako ekspert do spraw edukacji.

Kropotkin nie był kaznodzieją przemocy. Kiedy spędziłem kilka dni w jego domu w Dmitrowie pod Moskwą, z entuzjazmem opowiadał o tym, jak niewiele krwi kosztowała rewolucja lutowa i obalenie caratu. Każdy, kto znał autora „Pomocy wzajemnej”, szanował jego głębokie człowieczeństwo i podziwiał dobroć i łagodność, które emanowały z jego osobowości.

Bakunin, który walczył i cierpiał za wolny porządek społeczny, opowiadał się również za rewolucyjnym zniesieniem uciskających form rządów, a nie za niszczeniem ludzkiego życia. Dla niego, jak sam to ujął, „duch zniszczenia był duchem twórczym”. Na niestosowną uwagę, że Bakunin był „prawdopodobnie impotentem”, istnieje jasna odpowiedź: nawet po zakończeniu II wojny światowej jedna z jego córek nadal mieszkała w Rzymie.

W czasach Świętego Przymierza, samodzierżawia w Rosji i boskiego prawa królów w Europie Środkowej, słownictwo rewolucjonistów z konieczności różniło się od słownictwa dzisiejszej demokracji parlamentarnej. W popularnych gazetach swojego kolegi dyrygenta, Röckela, Richard Wagner pisał: „Zniszczę panowanie jednych nad drugimi; rozbiję potęgę możnych, prawa i własności. Niech własna wola będzie panem człowieka, a nic nie jest od niej wyższe. Niech zniszczona zostanie iluzja, która daje jednej osobie władzę nad milionami, która uczy, że ma się moc uszczęśliwić wszystkich innych”. Stirner, Proudhon, Bakunin nie mogliby przemawiać bardziej radykalnie niż wielki kompozytor.

Artykuł, poprzez niejasne sformułowanie „owiane legendą”, sugeruje, że „Emma Goldman zarabiała na amerykański anarchizm jako prostytutka”. Jako przyjaciółka i towarzyszka Emmy Goldman przez dziesięciolecia, pragnę temu zaprzeczyć. Emma Goldman, która przyjechała do Berlina z Rosji po wydarzeniach kronsztadzkich w 1921 roku, mieszkała w moim mieszkaniu przy Plantagenstrasse w berlińskiej dzielnicy Steglitz. Znałam jej życie publiczne i prywatne z własnego doświadczenia i mogę zapewnić, że nigdy nie była prostytutką. W swoich wspomnieniach „Living My Life” (Życie moim życiem) mówi również całkiem otwarcie o swoim życiu prywatnym.

Nestor Machno w końcu nie był „pijakiem i kobieciarzem”; podczas pobytu w Berlinie Machno gościł u mnie niemal codziennie. Nigdy nie widziałem go pijanego i nic nie wiem o jego kobieciarstwie. Później wypił lampkę wina we Francji, co nie przeszkodziło mu w napisaniu książki „La Révolution russeen Ukraine” (Rewolucja rosyjska na Ukrainie). Zmarł stosunkowo młodo na gruźlicę.

„Propaganda czynem” była jedynie przejściową fazą rozwoju, nigdy nie stanowiła istoty ruchu anarchistycznego. Artykuł w ogóle nie wspomina o anarchizmie bez przemocy, o tołstojowcach, o odłamie ruchu, który poprzez zakładanie wszelkiego rodzaju osiedli i spółdzielni, w tym kibuców, oraz o bezpaństwowym socjalizmie, pod którym Gustav Landauer i Martin Buber podpisali się w swojej książce „Ścieżki do utopii” – odłamie anarchizmu, który wydał najpiękniejsze owoce. Nie porusza również istotnego wpływu, jaki idee anarchistyczne wywarły na rozwój ruchu spółdzielczego w krajach łacińskich od czasów Proudhona.

Nikolaus von Sementowski-Kurllo, 68, pisarz:

Odnośnie zamachu na cara Aleksandra II: Grupa Narodnaja Wola (Wola Ludu) miała bardzo jasny program polityczny, więc nie wydaje mi się do końca właściwe wrzucanie jej do jednego worka z anarchistami w ogóle, a w szczególności z „teoretykiem utopii” Kropotkinem, zwłaszcza że ten ostatni, jak wspomniano w artykule, potępił zamach. Zamach na cara miał zapobiec rychłemu ogłoszeniu konstytucji, która przekształciłaby Rosję w monarchię konstytucyjną, tym samym znacznie osłabiając siłę i siłę perswazji ruchów rewolucyjnych. Franz Weidl, rzeźbiarz: „Zabójca” Berkman? Nie ma lepszego dowodu jego niewinności niż fakt, że został skazany na zaledwie dziesięć lat więzienia, i to przez amerykańskich sędziów!* To, że amerykańska sprawiedliwość jest zaraźliwa, widać po niektórych naszych sędziach. Ale Berkman jest interesujący z innego powodu: legendy o powstaniu Czerwonych Marynarzy w Kronsztadzie!

Berkman, pracownik Piotrogrodzkiej Rady Żołnierzy i przyjaciel Zinowjewa, otrzymał od niego protokoły i telegramy dotyczące sprawy kronsztadzkiej. Berkman zażądał, aby ambasada rosyjska publicznie potwierdziła autentyczność tych dokumentów. Rosjanie nie odpowiedzieli. W skrócie, treść w punktach: Marynarze postawili ultimatum, żądając, aby Czeka zaprzestała kradzieży żywności głodującym mieszkańcom Piotrogrodu na dworcach kolejowych. W zamian zrzekli się swoich specjalnych racji żywnościowych jako elita rewolucji. Trocki zażądał rozbrojenia marynarzy. Zinowjew i Rykow nie odważyli się wystąpić przeciwko marynarzom. Trocki wysłał Stalina i Azjatów. 18 000 marynarzy zostało wymordowanych w Kronsztadzie. Powód: Nowy Program Polityczny Lenina (NEP) wzbudził obawy przed powstaniami; należało dać przykład.

  • Według badacza anarchizmu Jamesa Jolla, Alexander Berkman został skazany na 20 lat więzienia za usiłowanie zabójstwa amerykańskiego przemysłowca Henry’ego Claya Fricka.

27 stycznia - Wyzwolenie obozu Auschwitz

2 lutego - Pacyfikacja wsi Zanie, Szpaki i Końcowizna przez “Burego” i jego oddział.

21 marca - Międzynarodowy Dzień Walki z Dyskryminacją Rasową

19 kwietnia - powstanie w gettcie warszwskim

16 sierpnia - rocznica powstania w getcie białostockim

2 października - rocznica śmierci Marka Edelmana

4 października- Bitwa o Cablestreet

9 listopada - Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem

16 grudnia - zabójstwo Narutowicza

/// Dawajcie kolejne daty w komentarzach, będziemy na bieżąco dopisywać