• 13 posts
  • 0 comments
Joined 5 years ago
Cake day: March 8th, 2021

PZP W POSUM - STOP ZAMKNIĘCIU PORADNI!

Od razu chcemy zaznaczyć, że celem niniejszego tekstu jest wzmocnienie głosów osób związanych z Poradnią Zdrowia Psychicznego w POSUM - w tym osób, które podjęły walkę o swoją poradnię i osób sprawujących nad nimi kompleksową opiekę.

Pewnego dnia, a było to niedawno, po prostu przestano zapisywać pacjentki i pacjentów na kolejne wizyty w ich Poradni Zdrowia Psychicznego w POSUM. W rejestracji można usłyszeć, że to lekarz czy psycholog nie podali jeszcze terminów na 2025 rok. Między sobą ludzie mówią, że trzeba będzie szukać gdzie indziej, bo dyrekcja nie chce rozmawiać z personelem PZP i poradnia zostanie po prostu wygaszona. Umrze śmiercią “naturalną”, a ludzie albo będą musieli przenieść się do leczenia prywatnego, albo - jeśli są mniej zamożni, co tyczy się zwłaszcza seniorów - zrezygnować z leczenia.

Sprawa jest o tyle bulwersująca, że w ostatnim czasie mamy do czynienia z zapaścią opieki psychiatrycznej w kraju, także w naszym regionie. W zeszłym roku zamknięto placówkę Centrum Zdrowia Psychicznego przy ul. Wojskowej i 3,5 tysiąca osób będących pod opieką CZP zostało na lodzie. Teraz zamknięte mają zostać kolejne CZP. Dziś w tej sprawie pod Sejmem protestuje Ogólnopolskie Stowarzyszenie Centrum Zdrowia Psychicznego i Kongres Zdrowia Psychicznego z poparciem m. in. OZZL.

Ludzie zwyczajnie nie mają już gdzie się podziać. Zamykanie kolejnych poradni to po prostu ograniczanie ludziom dostępu do gwarantowanej konstytucyjnie opieki zdrowotnej w tym wrażliwym, ważnym i wciąż niedocenianym obszarze. Wydawało się, że POSUM wyszedł na prostą, rozszerza ofertę - ale nie może dziać się to kosztem zdrowia psychicznego!

**Iskierkę nadziei rozbudziła pewna Pacjentka, przez duże “P”. **Postanowiła nie poddawać się, wzięła kartkę, długopis… i zaczęła zbierać podpisy innych pacjentek i pacjentów czekających tego dnia na przyjęcie w PZP - podpisów poparcia dla poradni i leczących w niej osób, żeby dyrektor zobaczył i zrezygnował z planu zamknięcia PZP. W poczekalni zrobiło się jakby jaśniej, cieplej. Nadzieja, o której tyle się mówi w okolicach Bożego Narodzenia, odżyła.

Dlatego właśnie dokładamy szablę do tej walki i oddajemy się do dyspozycji osobom walczącym o Poradnię Zdrowia Psychicznego w Poznańskim Ośrodku Specjalistycznych Usług Medycznych. Chcemy, by Jacek Jaśkowiak i dyrektor całego kompleksu usiedli do rozmów z każdą osobą związaną z PZP - pacjentkami, pacjentami, lekarzami, psycholożkami - która zechce uczestniczyć w rozmowach. Miasto Poznań, dbając o wizerunek na zewnątrz, nie może przy tym zaniedbywać osób leczących się psychiatrycznie. Mamy pewność, że środki da się wygospodarować i wierzymy, że to jedno wielkie nieporozumienie minie i ponownie ruszy rejestracja, na 2025 rok.

Więcej szczegółów wkrótce. Naprawdę mamy nadzieję, że doszło do jakiegoś gargantuicznego nieporozumienia, gremliny ukradły dyrektorowi POSUM telefon, pies zjadł umowy dla personelu. Serio, niechby to było usprawiedliwienie - byle poradnia została.

PRZECIW AUTORYTARNYM ZAPĘDOM KAŻDEJ WŁADZY

Jako kolektyw antyfaszystowski wyrażamy już nie zaniepokojenie, lecz wściekłość i pogardę wobec premiera Donalda Tuska oraz jego usłużnych podwładnych. Ostatnie działania, wymierzone w pokojowe obywatelskie protesty Ostatniego Pokolenia, utwierdzają nas jedynie w przekonaniu, że “demokracja walcząca” nie jest niczym innym niż uśmiechniętym autorytaryzmem.

Stajemy murem za osobami z Ostatniego Pokolenia. Mają one pełne prawo do obywatelskiego nieposłuszeństwa i do protestowania, zwłaszcza że walczą o większą sprawę. To właśnie kryzys klimatyczny, napędzany przez koncerny węglowe i naftowe oraz wielkie korporacje, sprowadził na Polskę tegoroczną powódź. Dziś jej ofiary walczą o każdy skrawek uwagi ze strony rządowych i przychylnych koalicji rządzącej mediów, bo gdy Wódz opuścił barykady, można wrócić do stolicy, ciąć pieniądze na usługi publiczne i dziwić się, że nie ma dość osób, by przerobić wszystkie skomplikowane wnioski o pomoc.

Wszystkim oburzonym przypominamy, że Ostatnie Pokolenie prowadzi także inne działania poza blokadami. Wobec ignorowania ich grzecznych próśb o pochylenie się nad ich postulatami - dla dobra nas wszystkich przecież! - osoby wyszły na ulice i korzystają ze swego prawa do protestu, co dostrzegają także sądy i zaznaczają, że “być może zostaną bohaterami”.

Wolnych sądów, o których teraźniejsza władza - będąc jeszcze w opozycji - tak zażarcie gardłowała, teraz się nie słucha. Podobnie jak rozpętywano panikę wobec TVN i “wolnych mediów” - tak teraz mediom rządowym można założyć kaganiec i jest to ogłaszane otwarcie, wszem i wobec, ponieważ Wódz wymaga. I podobnie jak przeszkadzało w 2020 roku brutalne traktowanie przez p_licję - teraz można przecież używać tych samych metod, bo Wódz każe.

Podobnie jak blokowanie centrów miast jest dobre, kiedy Wódz zwołuje marsze paraliżujące wszystko na cały dzień, ale wtedy są to dobre, uśmiechnięte blokady.


Nasze oburzenie i głęboki sprzeciw wywołał ciąg następujących po sobie zdarzeń i powiązanych z nimi okoliczności:

  1. 2 grudnia br. Donald Tusk napisał: “Blokowanie dróg, niezależnie od politycznych intencji, stwarza zagrożenie dla państwa i wszystkich użytkowników dróg. Wezwałem dziś odpowiednie służby do zdecydowanego reagowania i przeciwdziałania takim akcjom”. Stanowienie prawa i praktyk na doraźne życzenie rządzących było nie do przyjęcia za poprzedniej władzy i jest nie do przyjęcia dziś. Tusk staje tam, gdzie stało ZOMO - bo i “obywatelskość” jest jedynie w nazwie. Używanie służb do doraźnych celów politycznych łączy i PiS, i PO. Jest tak samo niedopuszczalne. To tłumienie prawa do pokojowego gromadzenia się.

Jednocześnie służby pozostają bierne wobec narastającej agresji kierowców podczas blokad. Stoją i przyglądają się używaniu przemocy, gazu pieprzowego, wyzwiskom i groźbom, choć to tu powinna być stanowcza reakcja. Jeśli kierowca jest w stanie wylecieć z auta z łapami i gazem, bo musi chwilę postać - dyskwalifikuje go to z prowadzenia pojazdów mechanicznych i uczestnictwa w ruchu drogowym. Mamy dość kanałów publikujących łamanie prawa i agresję drogową, które pokazują, że przemoc za kółkiem trzeba tępić w zarodku. Tymczasem pały mają zostać wymierzone w pokojowo protestujących ludzi.

Jest to tym bardziej niedopuszczalne, że w formacjach mundurowych nie nastąpiły żadne rozliczenia i audyty. W samym Poznaniu wolność zgromadzeń nadal jest tłumiona wobec osób protestujących przeciwko drakońskiemu prawu reprodukcyjnemu, p_licjanci rzucają przewodniczącym zgromadzenia jak worem z pyrami i odmawiają ochrony legalnego zgromadzenia. O czym więc tu mówić, gdy udziela się Ostatniemu Pokoleniu rad, że “mają robić to legalnie”? Jak, kiedy p_licja jest tak stęskniona za PiS-em, że stosuje te same metody?

Wezwanie do łamania wolności obywatelskich służb wciąż przesiąkniętych poprzednią władzą to policzek wobec wszystkich protestujących przez ostatnie lata, mimo represji, wyroków i zszarganych żyć.

  1. Dzień wcześniej, bo 1 grudnia br. Roman Giertych - założyciel Młodzieży Wszechpolskiej na usługach PO - napisał: “Uważam że czas abyśmy wprowadzili nowy typ przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu komunikacyjnemu. Art.180 b kk Kto wbrew przepisom prawa blokuje przejazd drogą publiczną z powodów ideologicznych, politycznych, społecznych lub światopoglądowych podlega karze pozbawienia wolności do lat 5. Szybko skończyłyby się te cyrki rzekomo Ostatniego Pokolenia. Taką propozycję złożę do Kolegium Klubu KO.”

Wyobraźmy sobie teraz, że PiS proponuje podobne przepisy w październiku czy listopadzie 2020 roku. Oburzenie byłoby jak najbardziej na miejscu. Jest to tworzenie prawa pod publiczkę, pod proste emocje, a ponadto projekt łamania Konstytucji i Europejskiej Karty Praw Człowieka.

Prawa nie można tworzyć doraźnie, na kiwnięcie władzy, bo nie podobają jej się ruchy i procesy społeczne mające na celu nagłośnić ważne problemy - tu: katastrofę klimatyczną. Co ciekawe, obóz rządzący takich propozycji nie wysuwał podczas protestów obszarników nazywanych rolnikami, gdy powiewały rosyjskie flagi, a trzonki od tych polskich służyły do wydłubywania kostki brukowej z ulic miasta.

Co dodatkowo oburza i przeraża, to poparcie tzw. demokratów. Można się było spodziewać po wiernej Wodzowi PO, po k*nfederacji także, ale także Lewica potępia Ostatnie Pokolenie i popiera karanie za pokojowe protesty.

Ludzie, którzy wspięli się po naszych plecach - naszych protestach, działaniach, represjach - do władzy, dziś robią to samo, co robił PiS.

  1. 2 grudnia TVP3 Warszawa opublikowała informację: “Dyrektor TVP3 Warszawa Jakub Sito podjął decyzję w sprawie informowania o działaniach aktywistów Ostatniego Pokolenia. - Apeluję również do przedstawicieli innych mediów, żeby przyłączyli się do tej akcji – powiedział”. Tym samym dyrektor mediów rządowych zapowiada wprost wprowadzenie cenzury, bo “jest presja z góry”.

Jest to podobnie działanie, co oczernianie osób protestujących w 2020 roku. Oskarżano nas wtedy o rozsiewanie wirusa, o zgony, zarzucano absurdalne rzeczy, był lament o dewastację i niszczenie kościołów.

Pamiętajmy także, że gdy trzeba było przejąć “czystą wodę”, to koalicja rządząca nie oglądała się na słupki poparcia czy na przepisy. Kiedy jednak trzeba działać szybko w sprawie powodzi czy ścigać zabójców drogowych, władza ma lepsze rzeczy do roboty.

Wielu ludzi protestowało nie po to, by nowa władza robiła to samo i naciskami “z góry” ustalała “przekaz dnia”. Zresztą badania dotyczące TVP nie napawały optymizmem już od dawna: portal Demagog alarmował o “czystej wodzie” bez kobiet i z dominacją Koalicji Obywatelskiej i przedstawianiu rządu głównie w dobrym świetle.


Jako kolektyw antyfaszystowski mamy świadomość, że ustroje autorytarne i totalitarne nie spadają z nieba, nie stają się “nagle”. To ciągi przyczynowo-skutkowe, to konsekwencje wyborów i działań. Słysząc usprawiedliwianie naciągania i łamania prawa przez “demokrację walczącą”, wciąż podsycaną retorykę wojenną, aż w końcu otwarte wezwanie do służb do uniemożliwiania pokojowego protestu i cenzurę w mediach rządowych, nie możemy milczeć.

Stajemy dziś obok Ostatniego Pokolenia, Obywateli RP i krzyczymy: DOŚĆ! Dość autorytarnych praktyk w imię “demokracji walczącej”, podlizywania się skrajnej prawicy i doraźnych interesów najbogatszych!

Poznański Ruch Antyfaszystowski 3 grudnia 2024 r.

#PLICJA SPISUJE AKTYWISTKI, CHRONI PIKIETĘ Z WIELKIM BANNEREM Z A. HTLEREM I STYGMĘ!

„Gdy niesprawiedliwość staje się prawem, opór staje się obowiązkiem”.

Od początku działalności PyRy działałyśmy zgodnie z tym hasłem: od blokad płodobusów, przez organizację własnych akcji i protestów do kontrdemonstracji wszędzie tam, gdzie płodziarze wychodzą na ulicę z wizerunkiem H*tlera i dżemem truskawkowym na banerach, aby siać nienawiść wobec kobiet i osób z macicami. Przypominamy, że fundacje Pro oraz Życie i Rodzina przychodzą od lat pod szpital na Polnej, żeby zakłócać spokój pacjentek w ciąży, po poronieniach, a także – z jakiegoś powodu – pacjentkom onkologicznym. Nie wiemy, czy to dlatego, że uważają, że kobiety powinny umierać, gdy zarodek przeradza się w zaśniad groniasty czy po prostu lubią zatruwać życie wszystkim, nie pytałyśmy.

Wiemy natomiast, że prawo do aborcji jest prawem człowieka. Dlatego dzisiaj wsparłyśmy w akcji Poznański Informacyjny Punkt Aborcyjny (PIPA) pod Starym Browarem, gdzie ludzie z Jezusem na ustach porównywali kobiety do nazistów, natomiast my zapraszałyśmy ludzi, żeby podchodzili do nas, żeby porozmawiać o bezpiecznej aborcji. Wszystkie zostałyśmy spisane, bo w tym kraju można publicznie nosić Htlera na banerach, siać dezinformację i nienawiść i być nie do ruszenia. Plicja oczywiście nic nie widzi, nic nie słyszy i nie przyjmuje zgłoszeń od nas, za to jest na każde zawołanie fundamentalistów cieszących się z torturowania i śmierci kobiet i osób w ciąży.

Spisane zostały także osoby, które w żaden sposób nie “zakłócały” pikiety, nie wznosiły okrzyków - po prostu stały obok PIPY, rozmawiały, wspierały słowem i obecnością. To rażące nadużycie władzy - tak jak za PiS-u, tak i w Uśmiechniętej Polsce, gdzie premierem jest Kosiniak-Kamysz, a wicepremierem - faszol Giertych.

Państwo nie dość, że rękoma posłanek i posłów wciąż zatruwa nam życie, uwala najbardziej konserwatywne ustawy dotyczące CZĘŚCIOWEJ depenalizacji pomocy w aborcji, rękoma p*licji i sądów nęka nas i skazuje, to jeszcze wzmacnia stygmę, promuje fałszywe informacje i zastrasza procesami osoby, które usiłują te kłamstwa w przestrzeni publicznej odkłamywać.

Donald Tusk, Tomasz Siemoniak, Adam Bodnar - to są wasze demokratyczne i uśmiechnięte standardy. Tak jak za PiS-u, stanięcie obok antyaborcyjnej pikiety, NIEWCHODZENIE Z NIĄ W FIZYCZNY KONTAKT (to osoby z akcji PIPA były filmowane i dotykane bez zgody przez płodowych fanatyków) i sporadyczne używanie szczekaczki o wiele cichszej niż soundsystem NIE JEST ZAKŁÓCANIEM ZGROMADZENIA.

Dziękujemy przy tym za wszystkie ciepłe słowa, za wsparcie, dziękujemy przypadkowemu prawnikowi, który był przy osobach przy legitymowaniu i zadeklarował, że może je reprezentować. Wiemy, że z Wami nigdy nie będziemy szły same. ** SOLIDARNOŚĆ NASZĄ BRONIĄ!**


Przypominamy cytat niezależnych ekspertów ONZ z 2020 r.:

„Komitet Praw Człowieka, który monitoruje Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych ONZ, w jego interpretacji „prawa do życia”, stwierdza, że „państwa muszą zapewnić bezpieczny, legalny i skuteczny dostęp do aborcji, jeżeli życie i zdrowie ciężarnej kobiety są zagrożone lub gdy donoszenie ciąży spowodowałoby znaczny ból lub cierpienie kobiety, zwłaszcza gdy ciąża jest wynikiem gwałtu lub kazirodztwa lub gdy płód jest uszkodzony”.

Ponadto Komitet ds. Likwidacji Wszelkich Form Dyskryminacji Kobiet (CEDAW) stwierdził, że ograniczenie dotyczące wyłącznie kobiet dokonujących wyborów reprodukcyjnych oraz skutkujące zmuszaniem kobiet do donoszenia prawie każdej ciąży do pełnego terminu, pociąga za sobą cierpienie psychiczne i fizyczne. Ponadto jest uznawane jako przemoc wobec kobiet, może prowadzić do tortur lub okrucieństwa, nieludzkiego i poniżającego traktowania.

Polska jest stroną Paktu od 1977 r., a Konwencji CEDAW od 1980 r. i ma prawny obowiązek przestrzegania międzynarodowych standardów praw człowieka. Ponadto międzynarodowe mechanizmy praw człowieka uznają prawo kobiet do dostępu do bezpiecznej i legalnej aborcji za konieczne dla ochrony godności i równości kobiet. Wiąże się ono z prawem do równości, prawem do życia prywatnego, prawem do wolności od nieludzkiego traktowania i prawem do najwyższych osiągalnych standardów. Ponadto międzynarodowe mechanizmy praw człowieka opowiadają się za depenalizacją aborcji i liberalizacją prawa aborcyjnego”.

Natomiast w 2021 r. Unia Europejska przyjęła rezolucję, która również uznaje dostęp do bezpiecznej i legalnej aborcji za prawo człowieka. Oba stanowiska były reakcją na bestialskie prawo w Polsce. To prawo, które miało zostać zmienione i było obietnicą złożoną przez nowy rząd. Nie wierzymy politykom i nie widzimy pozytywnych zmian po przejęciu władzy przez uśmiechniętą Polskę, więc wczorajszy wynik nas nie zdziwił, ale nadal jesteśmy wściekłe i zawiedzione.

Jako społeczeństwo musimy dokonywać lepszych wyborów i rozliczać polityków z ich obietnic, bo wyniosły ich do władzy kobiety i kobiety mogą ich przepędzić w pyry.

Bez zdziwienia, ale i z zażenowaniem obserwujemy samozadowolenie części społeczności LGBT+ oraz dużej części organizacji feministycznych. Wiemy, że fajnie, że “jakaś” ustawa będzie projektem rządowym, cieszy nas, że przynajmniej część queerów nie da się tak łatwo omamić i zamierza protestować przeciwko orżnięciu do bólu projektu związków partnerskich. Cieszy mobilizacja, osiem gwiazdek w wersji koniczynkowej. Fajnie, że społeczność umie oddzielić niełatwą misję i zaangażowanie Kotuli (mówimy to jako część zespołu konsultacyjnego) i póki co dobrze kieruje wkvrw. My wiemy, że Kaśka robi, co może, a Kaśka wie, że wściekamy się na ten beton, a nie na nią.

To, co naprawdę nas dziwi, to jakiś dziwny chillout wśród sióstr feministek. Fajnie, ustawa o zmianie definicji zgw@łceni@ przeszła, jeszcze Senat i rezydent. To jest potrzebne i dobrze, że WRESZCIE to mamy po prawie STU LATACH. Ale cała reszta? Siostry, z czego wy się, kurna, cieszycie? Z tego żałosnego ogryzka noszącego znamiona ledwo-co-dekryminalizacji? Z tego, że reszta ustaw gdzieś tam sobie wisi w komisji i prawdopodobnie będzie dvpa blada, a nie legalna aborcja? Z tego, że projekt dekryminalizacjny został doprowadzony do stanu kompletnej bezużyteczności?

Sieci aborcyjne? Poza ADT są w Toruniu, ptaszki ćwierkają o Pyrlandii, a reszta miast? Cztery lata od protestów i przywykłyśmy, że ADT robią i będą robić robotę. No ludzie kochani!

SIOSTRY FEMINISTKI!

Wiecie, że ta dorżnięta ustawa “dekryminalizacyjna” jest niezgodna z zaleceniami WHO? Wiecie, że te @borcje do 12. tygodnia ciąży, łaskawie “dekryminalizowane”, to w większości samoobsługa? Że kryminalizowane i stygmatyzowane nadal będą te, gdzie potrzeba więcej pomocy i wsparcia? Obrażacie pamięć Agaty Lamczak (2. trymestr), Izabeli (22. tydzień), Doroty (20. tydzień) czy Justyny (5. miesiąc ciąży). Tak, to brzmi brutalnie, ale to właśnie czujemy, widząc te wasze dziwnie spokojne i pełne zadowolenia pościdła. Co wy robicie?!

Dalej będzie zasłanianie się “prokuratorem” w wyższych tygodniach, gdy wykrywa się wady płodu, znów robota zostanie przerzucona na oddolne działaczki i na łaskę prywatnych osób, które są w na tyle dobrej sytuacji, że są w stanie rzucić grosza. Rachunki za prąd rosną, pensja minimalna zaraz stanie w miejscu, podrożeją produkty, czynsze szaleją. Serio, ile lat jeszcze mamy czekać z @borcyjnym rachunkiem dla p*lski?

PRZESTAŃCIE NAM DYKTOWAĆ, JAK MAMY WALCZYĆ!

Potem czytamy posty pt. “nie wszystko jest fajnie, ale przynajmniej coś tam do przodu, a jak serio chcesz pomóc, to udostępniaj NASZE posty, podpisuj NASZE inicjatywy i NASZE apele”. Piszecie, że “nie narzekamy, choć też byśmy mogły”. Piszecie, że “na końcu jest Duda”…

STOP!

W jakim świecie żyjecie, że wierzycie, że rezydent z PO czy TD nie będzie takim samym konserwowanym ścierwem? Skoro premier, KTÓREMU DAŁYŚCIE NAGRODĘ FEMINISTY ROKU bredzi teraz, że “nie chce rewolucji obyczajowej”? Że nagle “praworządni” uszanują nawet i uchwalone europejskie prawo w sprawie @borcji, skoro mają wywalone na prawa osób queerowych czy ignorują wyroki ws. granicy PL-BY?

MAMY PRAWO NARZEKAĆ. MAMY PRAWO DRZEĆ RYJE, WŚCIEKAĆ SIĘ I NIECIERPLIWIĆ!

Mamy gdzieś wizerunek cierpliwych, ciągle biegających grzecznie z kolejnymi papierkami. PSL uznało, że każda jedna ustawa, za którą zrobiła się ta rekorfowa frekwencja w 2023 roku i dała zwycięstwo “Koalicji 15 października”, będzie rozgrywana na dwa sposoby: “albo mój, albo chvj”. I my uważamy, że trzeba tej bandzie pajaców głośno przypomnieć, że możliwe, że to ich ostatnia kadencja i jeśli teraz nie zabezpieczą praw człowieka, to skrajnej prawicy nic już nie powstrzyma. Mamy dość wysłuchiwania, że rewolujca, a moja druga żona, a boli mnie chvj. Nas boli to, że boimy się o swoje dzieci, o swoich bliskich i nie chcemy być karane za pomoc im.

GDZIE JESTEŚCIE, SIOSTRY?

Wędrując po internetach, natknęłyśmy się na posta Nat Broniarczyk z ADT, która pisze:

“W środowisku kobiecym i aborcyjnym marazm. A myślałam, że jak na stołach sejmowych będą leżały ustawy aborcyjne to będziemy jak zielone ulice Argentyny w 2018, 2019 i 2020 roku. Wygląda na to, że nie będziemy. Też tkwię w szpagacie - nie chce mi się zdzierać gardła dla tak okrojonych, napisanych pod dyktando konserwatystów rozwiązań. Ale też nie chce siedzieć cicho i milcząco obserwować ogłaszanie pozornych sukcesów naszym kosztem.”

Czujemy podobnie. Wiele z nas miało gorzkie przeczucie, że OSK (z schanow i terfizmem gratis) robi sobie tylko estetykę z zielonych chust, bo jak się bierze zielone chusty, to bierze się całość, czyli też nie zostawia ludzi w kotłach czy nie wywala się queerów, bo “psują”, żeby zrobić miejsce panom politykom z PO. O kurczę, a pamiętacie schanow tłumaczącą, że w Argentynie wcale nie walczono o @borcję na żądanie, że aż ćwitrowy sztab OSK poleciał wymazywać “na żądanie”?

Dla nas walki o @borcję na żądanie i prawa osób LGBT+ to nie estetyka, tylko cały bagaż, także historyczny. Mieszczą się w nim i pokojowe protesty, i tzw. zamieszki, wyważanie drzwi parkomatem, palenie suk czy odbijanie sióstr z rąk pał. “Nigdy nie będziesz szła sama”, a nie “będziesz szła sama, jak będziesz niegrzeczna”. Zwłaszcza że odczułyśmy to na własnej skórze, jak szybko próbowano się nas pozbyć na przełomie 2020 i 2021 roku:

Jak pisała osoba z byłego Stop Bzdurom:

“Queer zrobił potężną robotę dla tego „zrywu”. Połowa rozrywki jest zapewniana przez osoby LGBTQ. Wsparcie ze strony społeczności jest totalne – mimo tego, że jeszcze 2 miesiące temu kazałyście nam siedzieć cicho, nie przeklinać na protestach, a Lempart się pluła że jak jesteśmy na ulicy w boże ciało, to jej cioci jest przykro (teraz to kościoły poszturmujemy, co? Ciocia ok?). Jesteśmy ogromną częścią tych protestów od samego początku. A wy każecie nam chować flagi? Zapominacie o nas totalnie w swoich „postulatach”, ale robicie miejsce dla przedsiębiorców? Idziemy razem, ale chyba tylko w jedną stronę.”

GDZIE JESTEŚCIE, SIOSTRY?

BO MY JESTEŚMY TUTAJ.

To, co w tej gorzkiej rzeczywistości nas fascynuje, to pewien pewniak, jakim jest naturalny sojusz między queerami i @borterkami. Przecież jak zaczynało się kręcenie małysza dookoła wyroku TK, to queery po prostu ruszyły do akcji. Solidema dla osób dotkniętych “@borcyjnym przypałem”? Dajcie nam chwilkę, lecimy! Manify, nawet “nasze” marsze? O, numery do ADT!

Podobnie zresztą to działa “w drugą stronę”. Siostry @borterki i osoby pomagające w @borcjach są z queerami na dobre i na złe. Razem z nami ADT wkurza się na rozjeżdżanie nam i tak orżniętych praw, krzyczy z nami i za nami na demach, pamiętają o queerach nie tylko w kontekście praw reprodukcyjnych, ale też prawnoczłowieczych.

Teraz próbujemy się odnaleźć w tej sytuacji. Niby “coś się rusza”, ale to wszystko to zgniłe kompromisy i licytacje, w których - jak znów pisze Nat - “zawsze, ale to zawsze, tę licytację przegrywają te osoby, których bezpośrednio to prawo dotyczy”. Znów przegrają osoby w wyższych ciążach, znów przegrają tęczowe rodziny z dziećmi, bo konserwy zapomniały wypi3rdolić na Kreml.

Poza tym - skoro dorżnięto społeczny projekt dotyczący renty socjalnej “poprawkami” i w komisji dorżnięto “dekryminalizację” - jaka jest pewność, że dekrym nie zostanie jeszcze bardziej okrojony? Tak, że będzie miał ujemną użyteczność? Jaka jest pewność, że projekt związków partnerskich nie będzie obkrajany kawałek po kawałku, aż skończy jak “ustawa Dunina”? Bo “jak się nie zgodzicie, to w ogóle uwalimy”?

A potem i tak będzie jojczenie, że duduś wesołek i nic się nie da zrobić. To zawieście prace tego żałosnego parlamenciku do przyszłego roku i nie trujcie dvpy. To chyba właśnie, skoro i tak nie ma nic do stracenia, projekty powinny być odważne, daleko idące? I wtedy cała inba spadnie na rezydenta, nie na partie K15X. No ale nie, trzeba zrobić szachy 2137 i całkiem wkvrwić wszystkie osoby, które dały wam to zwycięstwo i teraz tego gorzko żałują.

CO ROBIĆ?

Pewnie pierwsza nasza odpowiedź nie nadaje się do cytowania i jest z Pewnych Przyczyn ujęta w kodeksie karnym, w przeciwieństwie do mowy nienawiści z nowego projektu, bo Bodnar wymyślił se w ostatniej chwili kolejną komisję kodyfikacyjną (za co oberwało się Śmiszkowi, który w dobrej wierze deklarował koniec maja).

11-12 lipca ma być drugie czytanie projektu “dekryminalizacji” wyciągniętego z zakurzonej zakrystii. Czy OSK coś planuje - nie wiemy. My kminimy, co tu zrobić i jak macie potrzeby czy pomysły, dajcie znać. Czy to @borcyjny uliczny punkt informacyjny, czy jakieś demo - możemy coś razem zmalować.

MNW zainicjowało akcję “PSL = PiS” i podpowiada, jak wywierać naciski. Szykują się też protesty pod Sejmem. W Poznaniu też nie będziemy cicho.

Też nie widzi nam się zdzieranie gardeł za projektami, które ledwo się trzymają na ślinę i pogięte trytytki, ale też nie widzimy się, żeby nie robić nic.

Tymczasem przypominamy, że numer +48 22 29 22 597 jest dla Was codziennie, Toruń ma +48 733 217 322, Federa jest tutaj: +48 22 635 93 95 - i życzymy sobie i Wam, a także Siostrom robiącym robotę od lat, by było nas więcej!

SOLIDARNOŚĆ NA ZAWSZE! NIGDY NIE BĘDZIESZ SZŁA SAMA! CZEŚĆ I CHWAŁA @BORTERK0M!


grafika: Queen Antifah post Nat: https://www.facebook.com/nata.lia.5036/posts/pfbid024HX39SP75nc6M39XsJyqynLmHn5x2LEyiLJ2LqK7dyFEWircRSthbE9aPQy7sLtgl wpis osóbki z ex-Stop Bzdurom: codziennikfeministyczny.pl/lania-hasla-aborcji-siostrzenstwie-totalnie-przepadaja-na-rzecz-kaczor-rucha-kota-haha-przeklinam-na-ulicy-ale-fajnie/

PRZEJDZIEMY.

[Komunikat ekipy organizującej RÓBMY NIERZĄD • ANTYKAPITALISTYCZNY MARSZ RÓWNOŚCI W POZNANIU 28.06 w Poznaniu]


Niezależnie od sposóbow, w jaki poznański magistrat nadużywa prawa i wynosi się ponad nie - PRZEJDZIEMY.

Ulice Poznania oraz Pomnik Poznańskiego Czerwca są dobrem wspólnym wszystkich osób tu mieszkających. Uważamy, że ograniczenie wolności zgromadzeń tego dnia za rażące naruszenie standardów demokratycznych, które partia rządząca miastem ma na ustach tuż przed każdymi wyborami.

Pomnik Poznańskiego Czerwca nie jest własnością Jacka Jaśkowiaka ani Gabinetu Prezydenta. Jeszcze do niedawna byłyśmy świadkami zawłaszczania pewnego pomnika na rzecz pewnej partii politycznej w pewną rocznicę. Wówczas używano aparatu represji, by uniemożliwić pokojowym demonstrantom wyrażanie swojego sprzeciwu, używano wobec nich siły, podduszano i niszczono im sprzęt. Na życzenie jednej osoby powstało wręcz specjalne prawo o zgromadzeniach, które uprzywilejowało grupę zgromadzeń.

Ograniczanie dostępu do Pomnika Poznańskiego Czerwca tego dnia tym, którzy chcą uczcić ofiary walk o wolność i chleb, są zaprzeczeniem idei tej rocznicy. Wmawianie pokojowym demonstrantom, że stanowią zagrożenie dla zdrowia, życia i mienia to metody, które przerabiałyśmy z tamtą władzą.

I wiecie co?

Przeszłyśmy w protestach 2020 i 2021 roku mimo represji, zakazów i ograniczeń. Przejdziemy i teraz - mimo Uśmiechniętych Nadużyć. RÓBMY NIERZĄD - także tam, gdzie “demokracja” jest dla zarządu, a dla Areczków tego świata są barierki. Te “złe” i te “uśmiechnięte”.

28 CZERWCA, POZNAŃ PRZEJDZIEMY!

O sytuacji możecie przeczytać także tutaj: https://www.facebook.com/KolektywPyRA/posts/850158500482671

JAŚKOWIAK PRYWATYZUJE CZERWIEC ’56

TL;DR: miasto próbuje uwalić marsz, ślizgając się po paragrafach i na podstawie niedostępnych publicznie danych.


Radzimy usiąść w cieniu i nie spożywać kofeiny ani innych środków pobudzających, ponieważ to, co zaraz przeczytacie, skutecznie podniesie Wam ciśnienie.

Jak pewnie wiele z Was czekamy na RÓBMY NIERZĄD • ANTYKAPITALISTYCZNY MARSZ RÓWNOŚCI W POZNANIU , który planowo powinien odbyć się w rocznice dwóch ważnych wydarzeń – Poznańskiego Czerwca oraz wybuchu zamieszek w Stonewall. To data symboliczna i ważna dla społeczności, która chce uczcić nie tylko rocznicę walk o wolność osób queerowych, ale także przypomnieć, że hasło „wolności i chleba” aktualne jest także dzisiaj. Gdyby jednak wszystko było w porządku, nie pisałybyśmy, że marsz „planowo powinien się odbyć”, dlatego nie trzymamy Was dłużej w niepewności i zamierzamy napisać o tym, jak Miasto Poznań rzuca kłody pod nogi osobom, które próbują zrobić zgodny z prawem, legalny przemarsz.


Idąc terminami ustawy Prawo o zgromadzeniach, ekipa odpowiedzialna za formalności Antykapitalistycznego Marszu Równości wysyła zgłoszenie 29 maja o północy. Około południa pojawia się pierwsza wersja na BIP, której nie udało się zobaczyć i niedługo potem druga, która zgłoszenie uznaje za nieskuteczne. Osoby dowiadują się, że nastąpiła kolizja z innym zgromadzeniem i na podstawie art. 12 wzywa się je do zmiany czasu i miejsca zgromadzenia.

Sprawa jest dość tajemnicza, bo nigdzie nie było informacji o kolidujących zgromadzeniach (w tym cyklicznych), więc nie wiadomo, gdzie i kiedy z czym Marsz ma kolidować. Od tego momentu robi się gęsto, bowiem poza zdawkowymi mailami z żądaniem zmiany czasu i miejsca zgromadzenia wszystkie informacje są przekazywane tylko i wyłącznie telefoniczne.

Okazuje się, że „miejskie obchody” są tymi kolidującymi. Mają pierwszeństwo ze względu na art. 2, ale problem jest taki, że harmonogram nie był ani do dziś nie jest nigdzie dostępny. Dzwonienie i proszenie niewiele pomaga. Urząd nie zgadza się także na rozprawę administracyjną, żeby razem usiąść i się dogadać. Ekipa Marszu wyczerpuje ścieżki kontaktu.

Spornym miejscem ma być Plac Adama Mickiewicza oraz 100 metrów w promieniu granic jego działki, w tym część ulic Święty Marcin, Wieniawskiego, Alei Niepodległości, Towarowej czy nawet Plac Stefana Stuligrosza. Powodem mają być montaż sceny, bliżej nieokreślone „miejskie obchody” oraz obecność Jacka Jaśkowiaka. Oznacza to, że Marszowi nie wolno przejść obok Pomnika Poznańskiego Czerwca i oddać hołdu ofiarom tamtych wydarzeń.

Dla osób, które pomyślą teraz „zmieńcie trasę”: inny marsz dostał zgodę i może zakończyć się na Placu Adama Mickiewicza – tego samego dnia! Dlaczego nie ma „kolizji” ani „miejskich obchodów”? Podobnie „kolizji” nie było w zeszłym roku, kiedy na Plac Adama Mickiewicza poszedł skrajnie prawicowy pochód. Widocznie mamy równych i równiejszych, ale nie zamierzamy składać broni.


Miasto Poznań ogranicza wolność zgromadzeń, powołując się na coś, o czym osoby chcące z tej wolności skorzystać nie mają prawa się dowiedzieć. Tak jak co niektórzy „demokraci” zaczęli traktować 4 czerwca jako swoją własność i oburzają się na organizowany niedługo protest w Poznaniu 4.06, tak teraz wygląda na to, że marzy im się prywatyzacja przestrzeni publicznej dla Poznańskiego Czerwca. Najważniejsza jest scena, na której będzie stał jego ekscelencja prezydent, a hołocie wara przejść obok.

Teraz trochę od strony prawnej, jak rysuje się ta sprawa. W teorii wszystko po stronie pokojowego marszu, w praktyce – beton.


Konstytucja RP (art. 57) oraz Europejska Karta Praw Człowieka (art. 11) zapewniają wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Dodatkowo art. 32 Konstytucji RP gwarantuje prawo do równego traktowania przez władze publiczne, więc także do manifestowania swoich poglądów na drodze zgromadzenia publicznego. Uznaje się także, że wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń muszą być proporcjonalne i powinny być traktowane jako wyjątki.

Urząd Miasta Poznania powołał się na przepis, który mówi o sytuacji, gdy „nie jest możliwe ich [zgromadzeń] odbycie w taki sposób, aby ich przebieg nie zagrażał życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach”. Jest to w naszej opinii kompletne nieporozumienie. Urząd Miasta Poznania nie jest w stanie udowodnić, że przejście ulicą Święty Marcin obok Placu Adama Mickiewicza doprowadzi do niebezpiecznych sytuacji. To na magistracie i służbach porządkowych spoczywa obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa. Podobne argumenty pojawiały się przy zakazach marszów równości – i były obalane przez sądy.

Nie bez wpływu na obecną sytuację jest także chaos informacyjny oraz to, co jest przekazywane „na gębę”. Osoby organizujące marsz zrobiły wszystko, co w ich mocy oraz wykorzystały wszystkie dostępne środki sprawdzając, czy wydarzenie nie będzie kolidowało z innymi zgromadzeniami czy miejskimi obchodami. To na magistracie spoczywa obowiązek aktualnej, dostępnej publicznie i rzetelnej informacji, która ma wpływ na wolność zgromadzeń.

Kolejną kontrowersją jest wyraźne nadużycie art. 2 ustawy Prawo o zgromadzeniach. Zgłoszenie zgromadzenia zostało dwukrotnie odrzucone, choć osoby zgłaszające nie miały możliwości zapoznać się z informacjami o kolidujących miejskich wydarzeniach, bo tej informacji zwyczajnie nie było i nadal nie ma jako dostępnej publicznie. Czy w takim razie, jeśli pojawi się protest niezgodny z linią władzy miejskiej, wystarczy uznać zgłoszenie jako nieskuteczne, powołać się na art. 2 Prawa o zgromadzeniach i powiedzieć, że miasto ma pierwszeństwo? I są dwa sposoby robienia marszów równości – „albo mój, albo ch*j”?

Powyższy artykuł został użyty także jako argument za odrzuceniem propozycji rozprawy administracyjnej, bo urząd ma pierwszeństwo i prawo go tu nie obowiązuje. Prawo nie zabrania jednak spotkać się z osobami, które próbują się porozumieć z urzędnikami i dojść do porozumienia. Prawo nie zabrania zwykłej przyzwoitości.


Sprzeciwiamy się takiemu traktowaniu przestrzeni publicznej. Poznański Czerwiec nie jest „własnością” magistratu. Miasto Poznań nie ma monopolu na czczenie tej rocznicy. Data zbiega się także z ważną rocznicą dla społeczności queerowej. Nie widzimy konfliktu pomiędzy tymi rocznicami, a wręcz widzimy wyraźne połączenie. W Stonewall zbuntowały się także osoby w niedostatku, a STAR House był bezpieczną przystanią dla biednych i bezdomnych queerowych dzieciaków. Hasło „wolności i chleba” łączy przeszłość z teraźniejszością, queerowe walkę o wyzwolenie z dążeniami do sprawiedliwości społecznej i ekonomicznej.

Plac Adama Mickiewicza oraz Pomnik Poznańskiego Czerwca nie są prywatną własnością Jaśkowiaka, jego gabinetu oraz stada dyrektorów i zarządców. Mamy prawo domagać się respektowania wolności zgromadzeń. Mamy prawo domagać się tego, by przejść obok placu, by móc przystanąć, złożyć kwiaty, oddać hołd poległym. Mamy prawo oczekiwać, że „demokratycznie wybrane” władze będą rozmawiać z ludźmi.

Dlatego właśnie nagłaśniamy urzędnicze fikołki dookoła Antykapitalistycznego Marszu Równości. Pierwsze dwa marsze równości przeszły „nielegalnie”. Widocznie Uśmiechniętej Polsce nie jest tak daleko standardami.


Z naszej strony – poza gorącymi wyrazami wsparcia i deklaracją wszelkiej możliwej pomocy dla upartej ekipy Robienia Nierządu (po apdejty zerkajcie też na Manifa Poznań) – leci też mała graficzna szydera z tego, co się odwala.

[Grafika przedstawia Pomnik Poznańskiego Czerwca na Placu Adama Mickiewicza. Na pierwszym planie znajduje się duża sylwetka wojownika z gry Metin2 z doklejoną głową Jacka Jaśkowiaka i napis „WON ZAJENTE”. Błąd ortograficzny jest celowy i odwzorowuje memiczną pisownię, która miała za zadanie odgonić inne osoby od tzw. metina.]

#RÓBMY NIERZĄD!

Rekuperacja (przejmowanie, ugrzecznianie, ujarzmianie i dostosowanie pod swoje cele) jest jednym z najbardziej podstępnych i perfidnych mechanizmów, jakich używają państwo i kapitał. Jeśli nie możesz czegoś zniszczyć - spróbuj to przejąć i podporządkować.

To właśnie dzieje się z naszą społecznością, z naszymi marszami i naszą przestrzenią, w której dla wielu z nas nie starcza już miejsca. Politycy, korporacje, instytucje państwowe - coraz mniej widać nas spośród licznych stoisk, platform i reklam. Media, które wczoraj szczuły na nas i sączyły propagandę niczym jad w umysły ludzi, dziś stają się “patronami medialnymi”. Partie, które nas wielokrotnie oszukały i nadal wodzą za nosy, kluczą i kombinują, by “załatwiać”, ale nigdy “załatwić”, biorą sobie niektóre z nas jako swoje tokeny i pokazują - patrzcie, przecież ta osoba jest “wasza” i jest z nami, nie możemy być tacy źli, prawda? Wystąpicie przeciwko swoim reprezentantom?

Firmy i korporacje będą utrudniać działalność związkową, ciąć koszty, masowo zwalniać, wyciskać nas jak cytrynki na śmieciówce za najniższą krajową, a na koniec pokażą tęczę w logo i swoją platformę na paradzie z pracownikami, którzy powiedzą: hej, ale ja tu pracuję, dlaczego atakujesz swoich? Oni nie są jak wszyscy inni! A na dokładkę przyjdą władze miejskie, obejmując “honorowym patronatem” marsz, w międzyczasie wywalając drag queens z platformy, bo jednak przypał.

Dlatego właśnie wymawiamy posłuszeństwo i z radością oddajemy się NIERZĄDOWI!

Nierząd, nierządność - to nasza odpowiedź na to, co dzieje się dookoła nas i “w naszym imieniu”. Wymawiamy posłuszeństwo tłamszącemu nas systemowi, odzyskujemy przestrzeń, odzyskujemy słowa, nadajemy nowe znaczenia!

Robimy nierząd, bo chcemy świata, w którym nie tylko nikt nami nie rządzi, ale także my nie będziemy rządzić nikim. Nie chcemy hierarchii, nie chcemy “zarządców”, szefów i władców. Nie chcemy pana, nie chcemy plebana. Chcemy być wolne.

Robimy nierząd, bo nie tylko chcemy rozpierdolenia w drobny mak tego systemu, lecz także budujemy i pokazujemy, że można inaczej. Budujemy wspólnotę dookoła wartości takich jak równość i solidarność. Wierzymy, że troską możemy rozjebać system i że troską możemy budować lepszy świat dla każdej istoty żyjącej na Ziemi.

Słowa “nierząd” czy “nierządnica” zostały nacechowane negatywnie i służą głównie do stygmatyzacji kobiet pracujących seccu@lnie. “Nierządem” i pokrewnymi słowami określa się dziś sprzedajnych polityków, przeciwników ideologicznych czy piętnuje się w ten sposób osoby, które chce się zdewaluować i poniżyć.

Nierządnica to osoba, która wymawia służbę interesom kapitału i polityków. Nierządnik to osoba, która uderza tam, gdzie jest niesprawiedliwość. Nierządnicze to osoba, która buduje wspólnotę. Nierząd to Anarchia.

28 czerwca obchodzimy dwie ważne rocznice. W Stonewall queery, osoby koloru i pracujące seccu@lnie podniosły bunt przeciwko nierównościom, a ponad dekadę wcześniej w Poznaniu ludność wszczęła strajk i wyszła na ulice, żądając chleba i wolności. 28 czerwca tego roku wychodzimy i my, powtarzając postulaty tych, którzy przeszli przed nami - żądamy wolności, równości i chleba dla każdej osoby! Żadna pracownica nie istnieje w oderwaniu od swojej tożsamości, jak i żaden queer nie istnieje w oderwaniu od dostępności dachu nad głową, żywności i przymusu pracy w kapitalizmie.

Zapraszamy więc Was, byście robiły nierząd - nie tylko z nami, nie tylko w Poznaniu i nie tylko 28 czerwca! Niech nierządność ogarnie wszystkie nasze społeczności!

["Nierządność – Stan, w którym jesteś w stanie pozostać niezależnym od zewnętrznej władzy, ograniczyć jej wpływ na swoje życie, być nieprzewidywalny i niemożliwy do zewnętrznego zarządzania. Kiedy nie można narzucić ci kontroli, nie da się tobą władać. Wypychanie wpływu państwa, ekonomii i pol*cji ze swojego życia. To podkręcanie atmosfery i intensywności z@mieszek czy p0wstań, w przeciwieństwie do sił politycznych, które chciałyby je jakoś przejąć, zagospodarować i ukierunkować. W tym kontekście, jest to dążenie do maksymalnej nieopanowalności i niemożliwości zarządzania sytuacją.]

“Nasze życie, nie błahostka!” oraz “Przestańcie nas zabijać!” - to hasła skandowane 22 maja 2023 roku po ogłoszeniu wyroku ws. pogromobusa, który został zatrzymany i unieszkodliwiony przez osoby queerowe. Dwa dni wcześniej, po olsztyńskim Marszu Równości, jedna z uczestniczek została postrzelona w głowę z wiatrówki. Na szczęście żyje.

To na przestrzeni raptem trzech dni. Okazuje się, że można strzelać do nas jak do kaczek, można publicznie nas lżyć i znieważać, zrównując z pedofilami, nazywać dewiantami, namawiać do przemocy wobec nas - wg SSR Aleksandry Smyk to uprawniony “pogląd”, a hasła poniżające nas to “dekoracja”.

Była próba detonacji bomby na Marszu Równości w Lublinie. Były ataki - gołymi pięściami czy nożami - na osoby queerowe trzymające się za ręce. Było bicie nas tuż po modłach w Białymstoku. Pobita queerowa para w Warszawie i odmowa przyjęcia zgłoszenia przez p*licję.

Musimy to powiedzieć głośno - próbowali i próbują nas ZABIJAĆ.

To, co czujecie teraz - strach, lęk o bliskich, gniew, bezsilność, poczucie niesprawiedliwości, opuszczenia, beznadziei - nie jest niczym złym. Mierzymy się z regularnym łamaniem naszych praw, z łamaniem naszych żyć.

Nasze życia zostały nazwane w sądzie “błahostką”. Tyle znaczymy dla “wolnych sądów”, dla liberalnej demokracji w kapitalizmie.

Kiedy jednak pogromobusy znów wyjadą na ulice, kiedy znów rozkręci się publiczna kampania nienawiści wobec osób queerowych - nie dajmy się liberalnej narracji, że trzeba grzecznie, przez urzędy, sądy, przez jednego czy drugiego rzecznika, przez partię, młodzieżówkę czy wybory raz na kilkalat.

Wyjdźmy razem. Załóżmy chusty, kominiarki, weźmy nasze flagi, gardła, serca. Jeśli prawo przyzwala na pogromowe działania wobec jakiejkolwiek mniejszości, to nie jest to prawo godne poważania. Jest to prawo złe, nieludzkie. A gdy niesprawiedliwość staje się prawem, opór jest naszym obowiązkiem!

CHCEMY ŻYĆ! TERAZ, NIE ZA X LAT PO WYBORACH!

Zaprawdę opozycję tę skrajna prawica w paczce chipsów wylosowała. Bardziej nieudolnych polityków, tak łasych na kasę i stołki, tak wycierających sobie gęby “demokracją”, “pluralizmem” czy “praworządnością” nie mogła sobie wymarzyć.


We wtorek, 24 stycznia, w Poznaniu głosowana będzie uchwała “krajobrazowa”. De facto jest to jedno wielkie zezwolenie na zawłaszczanie przestrzeni miasta przez MTP, czyli spółkę prawa handlowego. Nie, nie miejską. Przez spółkę, która będzie miała monopol na przestrzeń reklamową. Znikną słupy ogłoszeniowe dla mieszkanek i mieszkańców, a jeden cymbał z drugim i trzecim nie widzą w ogóle konieczności ukarania właścicieli nielegalnych reklam. To ciężkie miliony publicznej kasy!


Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w końcu to KO rządzi miastem, więc kto naturalnie jest w opozycji do nich? No właśnie. Zapytacie: a ruchy miejskie, może lewica? Odpowiadamy - otóż nie!

Radna Owsianna z Lewicy w czasie obrad komisji była na zagranicznych wakacjach, radni KO głosowali za tym bublem, część KO czy “niezależnych” z “ruchów miejskich” się wstrzymała…

W ostatnim etapie konsultacji społecznych złożono aż 110 uwag. Wiecie, ile z nich uwzględniono? ZERO. Żadnego czekania na ostateczne papiery z NIK, żadnego rozliczania dotychczasowych reklam. Lakoniczne stwierdzenia, że “uchwała nie jest pisana pod MTP” brzmią co najmniej śmiesznie.

No i siłą rzeczy zrobił się młyn na propagandową wodę PiS-u, “reżimówek” typu Radio Poznań czy TVP, a “wolne media” przycichły. To patologiczna sytuacja.


Zwłaszcza dla lewicy sytuacja w Poznaniu to szansa na pokazanie się, na zaznaczenie przywiązania (chyba że go brak) do głosów mieszkanek i mieszkańców, to są darmowe punkty, po które wystarczy się schylić. Przecież patologiczne nawarstwienie remontów, niegospodarność władz czy jej aroganckie podejście aż się prosi o kampanię wychodzącą naprzeciw zmęczonym, wkurzonym ludziom.

A tu klops. Lewica nie jest zainteresowana Poznaniem, nie jest zainteresowana tym, co dzieje się z rynkiem patoreklamy w mieście, nie jest zainteresowana zasiadywaniem działek przez słupy czy odrzucaniem głosów ludzi tu mieszkających.

I tę sytuację wykorzystują politycy skrajnej prawicy (nazywajmy rzeczy po imieniu) czy wręcz faszyści ubrani w dziennikarskie piórka. Oczywiście, że mają w tym swój brudny interes, bo chodzi o dowalanie “postępowej” KO i pchanie polityków PiS jako tych dobrych, ale przy braku silnych głosów krytyki z innych skrzydeł siłą rzeczy monopolizują temat, jeśli chodzi o politykę. I to jest koszmar.

Lewica po prostu oddaje pole tym, którzy depczą po godności i prawach tak wielu z nas. I nie budzi to w nikim przy stołkach głębszej refleksji. Bo kto miałby się zreflektować, może prezes ZKZL, który portierkom i portierom wisi grubo ponad 200 tys. złotych zaległych pensji?


Osoby mieszkające w Poznaniu zwyczajnie nie zasługują, by być tematem dla prawicowej tuby propagandowej. Naprawdę gówno nas obchodzi, że AMS to “wydawca Gazety Wyborczej”, waszej ulubionej chyba, sądząc po tym, ile czasu skrajna prawica jej poświęca. Temat przestrzeni i jej monopolizacja przez MTP i AMS powinien być wzięty na poważnie przez siły lewicowe, bo z każdym takim tematem, gdzie się odpuszcza, wpychają się faszole. I potem próbują budować na tym “wiarygodność”, bo “punktują nadużycia władzy”. A potem jako “wiarygodni” będą szczuli na mniejszości i grupy dyskryminowane.

Tu chodzi o naszą wspólną przestrzeń życiową, o nasze miasto, o nasze fyrtle. Tego się po prostu faszolkom za bezcen nie oddaje. Nie po to były piękne napisy pod adresem TVP, Radia Poznań i pewnego dziennikarza, żeby teraz pozwalać im na budowanie wizerunku na krzywdzie całego miasta.

Powiedzieć, że w Poznaniu odwala się srogi szajs, to jak nic nie powiedzieć.

Może mało atrakcyjnie zabrzmi dla osoby czytającej, zaprzątniętej własnymi problemami (rosnącymi cenami, pensją stojącą w miejscu, podwyższanym czynszem) to, że Poznań - jak wiele polskich miast rządzonych przez tzw. opozycję, jest prywatnym folwarkiem. Raz na kilka lat łaskawie pozwala nam się zagłosować na jakiegoś bogatego typa lub bogatą typiarę, wybranych poza naszym zasięgiem. I na tym koniec.

Nic dziwnego - mamy swoje problemy, polityczki i politycy kradną, nic nowego pod tym styczniowym, zdecydowanie zbyt gorącym słońcem. Bo co niby możemy zmienić?

Tej, poznanianko, poznaniaku, osobo mieszkająca w tym mieście. A jeśli powiemy Ci, że to, co odwalają chociażby wyżej wymienione persony, to realne pieniądze przeciekające przez palce?

Gołek, Jaśkowiak, Pieniążczak, Kobierski. To tylko niektóre z nazwisk uwikłanych w karuzelę stołkową toczącą się przez różne miasta Polski. Są tu także osoby odpowiedzialne za to, co dzieje się w mieście.

Nie wiesz, o co chodzi w aferze z “uchwałą krajobrazową”? Nie ogarniasz tych liczb, które są realnym sianem przepuszczanym dobrowolnie (!) przez miasto?

To możliwość podwyższenia marnych pensji przedszkolankom, motorniczym, kierowczyniom, personelowi w Urzędzie Miasta czy ludziom utrzymujących bimby i autobusy w stanie używalności.

Pieniądze na podwyżki są. Tylko nie w tych kieszeniach, co trzeba.

Jesteś codziennie okradan_ i wmawiają Ci, że “nie ma pieniędzy”.

Opozycja? Albo siedzi w kieszeniach kumpli i spółek, albo siedzi cicho. A faszole i partia rządząca krajem próbują robić z tematu trampolinę wyborczą.

Nie jesteśmy waszym folwarkiem, waszą kampanią, nośnym tematem dla jakiegoś naziola z MW. Jesteśmy ludźmi okradanymi przez miasto.

“Dobra, ale co ja mogę z tym zrobić? Wybory raz na parę lat…”

Słuchaj, umówmy się tak. Kiedy następnym razem będą strajkować ludzie z budżetówki, z MPK, z Urzędu Miasta, z przedszkoli - idź ich wesprzyj. Weź jakiś transparent, nawet głupią kartkę A4. Może gwizdek, trąbkę, co tam masz. Przypomnij o tym, że te pieniądze są, tylko przepuszczane przez bogoli na stołkach. Idą na jaśkowiakowe reklamy, na promowanie Poznańskich Inwestycji Miejskich czy na blokowanie ludzi w socialach. Są w nieściąganych karach za nielegalne reklamy.

Nie możesz przyjść? Udostępniaj informacje o protestach, namawiaj znajomych na pójście.

Czy jedna osoba może zrobić dużo hałasu? To zależy. A dziesięć, dwadzieścia, pięćdziesiąt?

Wspierajmy się, gdy jedna grupa strajkuje. Wspierajmy ludzi czekających na zaległe pensje, na zasłużone podwyżki. Jak się jeden do drugiego dupą odwróci, to będziemy okradane zawsze. O to chodzi władzy - każdej! - by nas skłócać. Bo jak motornicza stanie za portierem, portierka za przedszkolanką, przedszkolanka za urzędnikiem robiącym za marny grosz - nagle jest nas więcej, jesteśmy silniejsze, bardziej słyszalni.

Po piękne odkrywanie burdelu w Poznaniu wpadajcie do Gemeli poznańskiej i Poznaniatora. Nie, to nie jest czarna magia, tylko schludnie i jasno opisywany cholerny kryminał, jaki się w tym mieście dzieje.

I serio, wspierajmy się w tym szalonym czasie. Bo nikt za nas tego nie zrobi, a już nie pewno banda bogoli upasiona na naszych portfelach.

Joanna Zajchowska wykonała kawał dobrej roboty, pisząc ten artykuł. Chylimy czoła przed wszystkimi osobami, które odważyły się opowiedzieć o swoich doświadczeniach z Jakubem Wilczyńskim, myślami jesteśmy ze wszystkimi jego ofiarami.

Tygodnie mozolnej i cichej pracy ludzi zaangażowanych w pomoc pokrzywdzonym zaowocowały artykułem, lecz na tym nie koniec!

Jeśli został_ś poszkodowan_ przez Wilczyńskiego, to możesz napisać zarówno do Grzegorza Janoszki, jak i na bezpiecznego maila Kolektywu PyRA, który udostępnia swoje zasoby dla sprawy: kolektyw.pyra@protonmail.com - tu Twoje doświadczenia są bezpieczne!

A patoprzedsiębiorcy przypominamy - nosił wilk razy kilka… 🐈‍⬛

Kolejne historie osób pokrzywdzonych przez firmę Jakuba Wilczyńskiego i przez niego samego. Link do pierwszych 3 relacji i krótkiego wprowadzenia w komentarzu.


Katarzyna: To czas na moją historię. Na początku: obiecywanie złotych gór. Dobre pieniądze, szybko umowa o pracę, darmowe wejściówki do innych lokali, zniżki na barach we wszystkich punktach należących do niego (niego z małej litery? A No tak, bo żeby napisać wielką trzeba sobie zasłużyć na szacunek). Do tego wszystko pod wielkimi hasłami tolerancji, walki o równość, pod przykrywką tęczowej flagi (nie)sprawiedliwości. Zaczęłam pracę w jednym z poznańskich lokali (na swoje nieszczęście), w których JW przebywał najczęściej. Jak tylko przekraczał próg drzwi, wszyscy stawali na rzęsach, a dookoła unosiła się atmosfera ciągłej paniki. Nie bez powodu. Z równowagi potrafiło go wyprowadzić dosłownie wszystko. Od złego koloru serwetek na stołach, po za małe utargi (bo przecież wiadomo, że to wina obsługi). W tym lokalu przepracowałam rok. Naoglądałam się spotkań mocno zakrapianych alkoholem (częściej można go było widzieć pod wpływem wszelkiego rodzaju środków odurzających, niż bez, jednak ciężko stwierdzić co było gorsze), mocno krzywdzących i mobbingujących tekstów oraz zachowań (jakbyś pokazała cycki, to miałabyś większe napiwki; jakieś klepanie po tyłku jako forma zaczepki), rzucania talerzami, szklankami czy butelkami, generalnie agresji słownej i fizycznej. Po roku czasu zostałam przeniesiona na inne miejsce (typowe zachowanie: najpierw zwolnił całą ekipę jednego miejsca, na szybko kompletował zespół, który miał mu ratować dupę). Ucieszyłam się, że będę miała mniejszą styczność z JW. Ach w jak wielkim błędzie wtedy byłam. Postawił mnie na stanowisku powiedzmy ‚zarządzającym’ i dopiero wtedy się zaczęło. Ciągle pretensje, wyrzuty, krzyki, groźby zwolnieniem z pracy (jakim zwolnieniem, skoro umowa nie istniała, o czym dowiedziałam się przy rozliczaniu PITu). Na towar trzeba było sobie samemu uzbierać lub wykładać z własnej kieszeni. Ciagle wizyty w ‚biurze’ u księgowych z żądaniem pieniędzy. Wypłaty? Albo uzbierasz sobie sama, albo nie będzie, jakoś się z tego wytłumaczysz. Czara goryczy się przelała, gdy przy wymyślaniu nowego pomysłu i nowego menu rzucił we mnie talerzem z jedzeniem. Powiedziałam, że rezygnuje, koniec, nie dźwignę więcej psychicznie. Więc co? Zakazy wstępu do wszystkich lokali, zakaz wejścia do miejsca pracy, żeby zabrać swoje rzeczy (ha! Nawet laptopa prywatnego, który robił za służbowy), stawianie ochrony w drzwiach, kiedy próbowałam odzyskać swoje rzeczy oraz ciężko zarobione pieniądze (bo przecież musiałam być na stanowisku 24h na dobę). Na wypłatę czekałam około 3 miesięcy. Oczywiście pan JW nie odbierał telefonów, w pewnym momencie zablokował nawet numer, żeby go nie nękać. Jest mi strasznie, strasznie przykro, że ktoś taki, ktoś kto nawołuje o tolerancje, szacunek i pilnowanie praw społeczności LGBT+, jest tak bardzo okrutnym i pozbawionym jakiejkolwiek empatii i szacunku potworem (nie człowiekiem, bo człowiekiem przestał być już dawno). Alkohol, narkotyki, kolesiostwo, agresja, mobbing. To są główne określenia, które można przypisać do pracodawcy jakim jest JW. I ciągły, ciągły strach. O swoją posadę, pieniądze i bezpieczeństwo. Mam nadzieję, że dosięgnie go ręka sprawiedliwości i niezmiernie cieszę się, że ludzie w końcu zaczynają mówić, i że całe przysłowiowe szambo w końcu się wylało.


Agnieszka:
"Ach, jak wszyscy to i ja opowiem o swojej krótkiej współpracy z Kubą (i tym cudownym wypłacaniem pieniędzy na czas), oraz incydencie w HAHu podczas organizowanej przeze mnie i Psychedelic Cult imprezy psytrance.

  1. Zostałam poproszona wraz z moim kolektywem o udekorowane części Plaży Wilda. Po dwóch tygodniach dekoracje były już gotowe i na miejscu, a w planach mieliśmy również kolejne projekty. No i przyszła kolej płatności, które jak w załączonych poniżej skrinach [skriny, o których mowa wrzuciłem w komentarze – przyp. GJ] jakimś cudem nie mogły dojść do skutku przez ponad miesiąc! Kuba umawia się ze mną w biurze na konkretną godzinę, po czym nie zjawia się bez słowa, a później się dowiaduję, że nawet nie było go w Poznaniu… Tak samo umówił mnie rzekomo do Factory Idea do kobiety, która wypłaca pieniądze (Agnieszka) na dzień i godzinę, w której ona nigdy tam nie pracowała (to powiedział mi inny pracownik w biurze, kiedy do niego przyszłam). Jest to kompletny brak szacunku do cudzego czasu. I sorry, ale naprawdę jak człowiek wkłada swój prywatny hajs i czas w coś, dla kogoś, to to minimum powinno być chociaż szczerze napisać “ej sory, nie mam siana będzie za tydzień / dwa", naprawdę zrozumiałabym to, a nie latała jak debil na nieistniejące spotkania po odbiór hajsu.
  2. Fakt, że to nie Kuba, ale incydent w HAHu na organizowanej przeze mnie i kolektyw Psychedelic Cult imprezie. Event był na dwóch salach (Pandemonium i Gimela), grało 8 DJ sety po dwie godziny. Nagle przybiega do mnie dziewczyna jednego z ostatnich grających, mówiąc, że ktoś każe DJowi przestać grać i na niego krzyczy. Idę tam i spotykam najebanego typa, z którym nigdy wcześniej w HAHu nie miałam do czynienia (a to nie był nasz pierwszy event). Pytam o co chodzi. On do mnie, że mam w tej chwili wyłączyć muzykę. To moim pierwszym pytaniem było “kim jesteś?”. “Nie powinno cię obchodzić kim jestem, jak mówię, że masz wyłączać to wyłączaj” mówione już agresywnym krzykiem. Powiedziałam, że muzyki nie wyłączę, bo dogadane mamy do 6:00 z menagerem jak ostatnio. Leciały w moją stronę kurwowania, krzyki i groźby odłączenia kabli. Z mojej strony pytanie o imię i stanowisko tej osoby w HAHu, padło przez całą kłótnię chyba z 15 razy, za każdym razem bez odpowiedzi z coraz większą agresją. Mówiłam, że muzykę wyłączę, jeśli przyjdzie mi to powiedzieć menager i nie będzie problemu. Czekaliśmy na niego ponad 20 minut. W międzyczasie cały czas słyszałam, że “za kogo ty się gowniaro uważasz etc”. Sama na końcu naprawdę przestałam być miła, bo nerwy mi już puściły, uczulenie mam na najebanych drących się na mnie typów. Ostatecznie przyszedł menager i dopiero przy nim ów mężczyzna raczył mi powiedzieć jak ma na imię i że jest właścicielem czy też udziałowcem, a nie chciał mi mówić, bo nie lubi się tym dzielić… WTF. Później raz miałam okazję widzieć go za biurkiem w biurze. Takie to jest traktowanie pracowników i ludzi. Nie dziw się, że czara goryczy w internecie się przelała, jak sobie swoimi pracownikami podcierasz dupę i dbasz tylko o siebie. Ludzie mają dosyć być traktowani jak szmaty".

Maeva:
“Brokatowe Damy dostały hajs za swój klip nagrywany w 2019 jakieś dwa miesiące temu, czyli w sumie po trzech latach czekania, tłumaczeń, odsyłania nas, ignorowania wiadomości itd. :))) Dopiero kiedy sprawa poszła do kogoś innego niż Kuba, hajs się nagle znalazł w dwa dni 🤠Argumentem zastoju była oczywiście pandemia, ale nie oszukujmy się, wyglądało to jakby próbowano przeczekać aż sprawa się przedawni i zapomnimy jaka była między nami umowa. Te pieniądze to dla HaHu waciki, nam zdołały opłacić w 85% miks i mastering płyty. Zresztą nasza osoba frontmańska latami była przez HaH najzwyczajniej jxbana na hajs i manipulowana, z czego wciąż wychodzi do tej pory. W międzyczasie zdążyli założyć label i wydają jakąś niskiej jakości porutę, na co oczywiście też pieniądze się znajdują.
Więc ani przez sekundę nie jestem w stanie wątpić w to, że osoby pracownicze nie dostawały pieniędzy, nieważne ile akapitów szanowny pan prezes naplecie”.


Agnieszka:
“Moja przyjaciółka została bezpodstawnie zwolniona z krzykiem za rzekome picie w pracy (ona nie pije) i niekasowanie przyjaciół za alkohol (mnie nawet kasowała bez zniżki, swoją najlepsza przyjaciółkę). Kuba wydarł się na nią tak, że wybiegła z płaczem”.


Niektóre imiona relacjonujących zostały zmienione. Na załączonym skrinie usilne, daremne prośby byłej pracownicy o zwrot zaległych pieniędzy. Osoby poszkodowane, które czują, że potrzebują się skonsultować, pogadać, potrzebują porady, czy chcą utworzyć pismo do odpowiednich instytucji mogą pisać na mail: kolektyw.pyra@protonmail.com.

Grzegorz Janoszka, aktywista i działacz na rzecz praw pracowniczych, zbiera historię osób pracujących w lokalach Jakuba Wilczyńskiego, czyli nie tylko w klubach sieci HAH, lecz także w poznańskiej gastronomii.

Pierwsza część jego reportażu o warunkach pracy w lokalach Wilczyńskiego, w którym oddaje w większości głos osobom zatrudnionym w “Imperium HAH”, okraszona jest także zarysem sytuacji oraz “głosówką”, czyli wiadomością głosową od Wilczyńskiego do pracowników.

Wilczyński, samozwańczy obrońca i sojusznik społeczności LGBT+ oskarża pracujące osoby o “ociotowanie lokalu”.

Całość dostępna jest na profilu Grzegorza Janoszki: https://www.facebook.com/yanoshka/posts/pfbid02xuN1yNuDoEkJydWcc7K8J3KxvKdL1CzCi4VtMptc2MXTqSc3CKSWDy5TwkqEmAvql